poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Ósemka: "To w takim razie współczuję ci rozmowy z Kuttinem"

   Z uśmiechem na twarzy weszłam razem z Michaelem na stołówkę. Tym razem już oficjalnie jako jego dziewczyna. Czyli Ewa miała rację, gdybym nie zrobiła tego pierwszego kroku, nigdy bym się nie dowiedziała, co czuje skoczek.
   Na stołówce zastajemy pięknie przystrojony stolik ze świeczkami. Austriak prowadzi mnie do niego i jak dżentelmen odsuwa mi krzesło, abym usiadła. Po chwili sam siada po drugiej stronie. W tym momencie nie trzeba nam wiele, wystarczy nam tylko obecność drugiej osoby. Jednak ja się stresuję. I modlę się, aby Michi tego nie wyczuł. Po dłuższej chwili do naszego stolika podchodzą skoczkowie, na co ja wybucham śmiechem. Manuel dostawia sobie do nas krzesło, bierze gitarę, którą zapewne zabrał mojemu kuzynowi.i udaje, że gra. A skąd wiem, że udaje? Otóż tuż obok niego stoi Gregor, z którego kieszeni wydobywa się dźwięk owej muzyki. Kraft przebrany za kelnera wręcza mojemu chłopakowi kwiaty i podaje nam menu. Hayboeck podaje mi kwiatki, mówiąc, że są dla mnie.
 - To może ja zaproponuję wino - po tym zdaniu blednę. Odsuwam mój kieliszek, a zebrani dziwnie się na mnie patrzą. - Co jest?
 - Ja dzisiaj nie piję. Wy też nie powinniście - próbuję się bronić, ale coś mi nie wychodzi. - Mogłabym zostać sama. Z Michim?
   Chłopcy posłusznie odchodzą od nas. Ja kątem oka spoglądam na moją drugą połówkę. Inaczej planowałam z nim o tym porozmawiać. Po powrocie do Austrii. Albo nigdy. Biorę głęboki wdech i chwytam jego dłoń. Czuję jego zdziwiony wzrok na sobie. Dopiero co zostaliśmy parą, a ja mogę to zaraz popsuć.
 - Michael, bo... - czuję w moich oczach łzy. Nie umiem określić, czy są to łzy szczęścia czy raczej łzy strachu. Bałam się jego reakcji. I to bardzo. Ale raz się żyje. - Jestem w ciąży.
    Patrzę mu prosto w oczy. Nie umiem nic z nich wyczytać więc zaczynam płakać. Nagle czuję czyjeś ręce na moich kolanach. Mój chłopak, który jakimś cudem kucał właśnie tuż obok mnie, uniósł mój podbródek i wpił się w moje usta. Całował mnie zachłannie, a gdy się już ode mnie odkleił promiennie sie uśmiechnął.
 - Naprawdę? - spytał przez łzy, a ja potwierdziłam. Uniósł mnie i obkręcił wokół własnej osi. Posłałam mu zdziwione spojrzenie.- Jestem najszczęśliwszym facetem pod słońcem.
 - Nie jesteś zły? - spojrzał na mnie zdziwiony. - Przecież my dopiero co zostaliśmy parą, ty masz karierę i...
 - Oj Ruda - mocno mnie przytulił. - Wszyscy wiemy, że nasze relacje od zawsze były takie jakbyśmy byli starym dobrym małżeństwem - zaśmiał się w moje włosy - a twoja ciąża to wreszcie dobra wymówka, abyś poznała resztę mojej rodziny.
    Fakt, znałam już rodziców i rodzeństwo skoczka. On zresztą moich również. A Michała to on zapamięta na wieki. Byłam szczęśliwa. Cieszył się.
 - Który tydzień? - spytał dotykając mojego, jak na razie płaskiego, brzucha.
 - 8 tydzień - odpowiedziałam, podając mu kartkę, na której znajdowało się zdjęcie naszej jeszcze nienarodzonej pociechy. Przejechał po nim kciukiem, wpatrując się w nie jak w ósmy cud świata.
     Zaczął skakać ze szczęścia. Miałam ochotę go nagrać i wysłać Kraftowi. Ale nie musiałam. Chwile wcześniej wspomniany razem z całą zgrają stanął tuż obok mnie i ze zdziwioną miną wskazał na Michaela. Ja tylko wzruszyłam ramionami.
 - Będę ojcem - krzyknął blondyn podbiegając do swojego przyjaciela i mocno go ściskając.
 - Kto jest w ciąży? - spytał Clemens, a my przybiliśmy sobie faceplama. Można mu wybaczyć, gdyż jest można powiedz nowy w tym całym cyrku. Fakt, był powoływany do kadry wcześniej, ale zazwyczaj wtedy, kiedy mnie nie było.
 - Ruda - powiedzieli wszyscy chórem i za chwilę można było słyszeć ciche „aaa”.
 - To w takim razie współczuję ci rozmowy z Kuttinem - powiedział Gregor. - Nie będzie zadowolony, że jego fizjoterapeutka jest w ciąży. I to ze skoczkiem z jego kadry.
   Westchnęłam. Nie tak to miało wyglądać. Miałam najpierw coś osiągnąć, potem wyjść za mąż, a na końcu zajść w ciążę. Zdawałam sobie również sprawę z tego, że rozmowa z Heinzem będzie bardzo trudna. Nagle poczułam mocny skurcz w brzuchu. Żeby nie martwić skoczków, którzy z przerażeniem na mnie patrzyli, skłamałem, ze dostała skurczu w nodze, gdyż ostatnio zapomniałam brać magnezu. O dziwo uwieżyli, a dodatkowo oberwało mi się za to od Hayboecka.
    Mój chłopak odprowadził mnie po wszystkim do pokoju i pożegnał namiętnym pocałunkiem. Chiał wejść do pokoju, ale stwierdziłam, że dziewczyny pewnie już śpią. Pożegnałam się u weszłam do pokoju. Dziewczyny tak naprawdę nie spały, o czym bardzo dobrze wiedziałam. Jednak strasznie źle się czułam i nie chciałam tego pokazywać Michaelowi.
     Po wejściu w głąb pokoju znów złapał mnie bolesny skurcz. Na tyle mocny, że aż upadłam na kolana. Od razu obok mnie pojawiła się Luna, chwytając mnie za ramiona.
 - Idź po lekarza Angie - ja pokiwałam głową dając znak, ze go nie potrzebuję. - Jesteś niepoważna! W takim razie zabieram cię do szpitala. I nie ma dyskusji.
     Z tą dziewczyną nikt nie wygra. Podczas jazdy Berger szukała najbliższego szpitalu, który znajdował się 5 km od wioski olimpijskiej. Angelika po dotarciu na miejsce wbiegła jak opażona do budynku, a co było dalej? Tego nie pamiętam, gdyż straciłam przytomność.

     Obudziłam się w jasnym pomieszczeniu, a światło piekło mnie w oczy. Było już jasno na dworze, co mnie zdziwiło, gdyż przyjechałyśmy tu jak było ciemno. Podniosłam się lekko na łokciach, przynajmniej próbowałam. Natychmiast podbiegła do mnie Hauser. Luna w międzyczasie poszła zapewne po lekarza.
 - Nie podnoś się - powiedziała spokojnie Angie. Usiadła na krześle obok łóżka i chwyciła moją dłoń. - Michael od wczoraj do nas wydzwania. Powiedziałyśmy mu, że jesteś u Ewy, ale boję się, ze to nie przejdzie.
     Przetarłam rękoma oczy. Cieszyłam się, ze się o mnie martwi. Ale nie powinien dzisiaj, ma konkurs i o tym powinien myśleć. Po pary minutach do sali wszedł lekarz. W podeszłym wieku, białym fartuchu i z okularami na nosie. Wydawał się być bardzo miły, dlatego się do niego uśmiechnęłam, a on go odwzajemnił.
 - Mam dwie wiadomości: dobrą i złą. Która najpierw? - zapytał mężczyzna.
 - Dobra - odpowiedziałam bez namysłu.
 - Może pani opuścić szpital. Tutaj mam wypis - podał mi dużą, brązową kopertę.- A zła - chwile się zastanowił. Zapewne jak mi to powiedzieć. - Niestety, ale nie udało nam się uratować pani dziecka. Przykro mi.
      Te słowa odbijały się echem w mojej głowie. Łzy mimowolnie zaczęły spływać mi po moich policzkach. Wtuliłam się mocno w Austriaczkę. Lekarz wyszedł z sali, a ja nie wiedziałam co robić. Przecież było tak dobrze.

piątek, 20 kwietnia 2018

Siódemka: "Określ się, Hayboeck"

14 lutego 2018

    Kto by pomyślał, że wytrzymam z nimi prawie 2 lata? W pewnym momencie nawet ja w to nie wierzyłam. Przeżyłam z nimi już tyle... nawet doczekałam się zdobycia Kryształowej Kuli przez Krafta. W kadrze trochę się pozmieniało. Kofi się ożenił, ale musiał zrobić przerwę w skokach, Gregor wraca do swojej formy. Chociaż o dobrej formie chłopaków nie mogę za dużo powiedzieć. A co u mnie i u Michaela? To trochę skomplikowane...
    Niby za sobą szalejemy, ale jednak żadne z nas nie robi nic, aby być razem. I tak od dwóch lat. Kocham go, jestem tego pewna. Ty masz uczucia? Aż to sobie gdzieś zapiszę. 
 - Co tam? - z moich zamyśleń wyrwała mnie Ewa, która wróciła z kawą do naszego stolika. Niestety, dopiero teraz miałyśmy czas, aby się spotkać. Obie jesteśmy tutaj w pracy, a ja dodatkowo mieszkam obecnie w wiosce olimpijskiej. 
 - Po staremu - powiedziałam praktycznie szeptem, biorąc dużego łyka gorącej cieczy.
 - Oboje zachowujecie się jak dzieci. Od dwóch lat. Byliście na tylu randkach, mieszkacie obok siebie i o ile informacje mnie nie mylą, to...
 - Nie kończ - stanowczo jej przerwałam, gdyż wiedziałam do czego zmierza - masz rację. Ale co jeśli on nie chce? Nie chcę przechodzić tego drugi raz. Nie chcę czuć się tak samo jak wtedy kiedy Bartek...
 - Ale on nie jest taki jak Bartek. Znam ta dwójkę bardzo dobrze. Zastanów się, jeśli on nie robi pierwszego kroku, to może twoja kolej?
      Może Ewa ma rację? Spędziłyśmy jeszcze trochę czasu w kafejce i każda poszła w swoją stronę. Do hotelu dotarłam na piechotę. Kiedy weszłam do naszego tymczasowego lokum, zrobiło mi niedobrze. Z dwóch powodów. Po pierwsze: ostatnio czułam się trochę gorzej. A po drugie: wszędzie były kwiaty. Święto Zakochanych, którego tak bardzo nienawidziłam. Co prawda, Michael zawsze wręczał mi coś z tej okazji, ale to nie zmieniło nic w moim podejściu do tego dnia.
      Szybko udałam się w stronę mojego pokoju. O dziwo, tym razem dostałam go sama. Sama, mam tu namyśli bez mojej psiapsióły Stefana i mojego wspaniałego sąsiada. Co prawda dzieliłam go fizjoterapeutką Włochów i psycholog Japończyków. Luna i Angelika, żadna z nich nie pochodziła z kraju dla którego pracowała. Obie bowiem pochodziły z Austrii, ta pierwsza z Linz, a druga z Wiednia.
        Angelika była prawdziwą oazą spokoju. Ta rozsądna, miła i kulturalna. Jej długie, brązowe włosy były zawsze perfekcyjnie ułożone, a jej praktycznie czarne oczy przeszywały człowieka na wylot. Była mniej więcej tego samego wzrostu co ja. Tak samo Luna, jednak ta była zupełnym przeciwieństwem Angie. Zawsze roztrzepana, uwielbiająca zabawę, trochę szalona. Jej blond włosy były krótkie, ale za to dodawały jej uroku. Niebieskie oczy przyciągały uwagę każdego, dodatkowo jeśli podkreśliła je tuszem do rzęs, bądź kreską. Jest jedną z najładniejszych dziewczyn jakie widziałam, a podkreślała to jeszcze idealnie dobranym makijażem, z którym nie przesadzała. Przy nich czułam się jak w domu. Co jak dla mnie było trochę dziwne, bo ja ich praktycznie nie znałam.
        Wchodząc do pokoju moja twarz spotkała się z czyjąś poduszką. Zdziwiona podniosłam ją, weszłam w głąb pokoju i zdjęłam buty, przyglądając się komicznej scenie. Luna leżała na swoim łóżku z głową zwisającą z łóżka słuchając, tak mi się wydaje, włoskiej muzyki. Było by to dość normalne, gdyby nie fakt, że próbowała tańczyć, wywijając rękoma na każdą możliwą stronę. Angie natomiast oglądała jakiś film, jedząc lody i grzejąc się pod kocem. Po jej policzkach spływały pojedyncze łzy, które mogłam zobaczyć z takiej odległości.
 - Na dworze jest ponad 10 stopni na minusie, a ty jesz lody? - spytałam, a ona spojrzała na mnie przerażona. - Mogłabyś się chociaż podzielić - powiedziałam udając obrażoną i usiadłam obok szatynki, zgarniając po drodze czystą łyżeczkę. Przykryłam się jej kocem i zaczęłam zajadać się lodami. - Czekoladowe, moje ulubione. Co oglądasz? - spytałam i w tym momencie dosiadła się do nas Luna. Również usadowiła się pod kocem i zaczęła jeść razem z nami. - Za nim się pojawiłeś? Czyli coś się stało. - powiedziałam zamykając laptopa. Objęłam mocno Austriaczkę i pogłaskałam po głowie. To samo uczyniła Lu. Czułam się przez to przy nich jak starsza siostra. Fakt, są ode mnie młodsze o 4 lata.
 - Ja go tak kochałam - po tych słowach Angie rozpłakała się na dobre. Przytuliłam dziewczynę do siebie jeszcze mocniej, pokazując przy tym, że zawsze może na mnie liczyć.
 - Eee - zaczęła Luna po dłuższej chwili - po co nam faceci? Dajemy sobie dobrze radę i bez nich. A dziś nie możemy się mazać - podeszła do szafki i wyciągnęła sok pomarańczowy - skoro i tak nie możemy ruszać alkoholu, to może w taki sposób po świętujemy Walentynki. My, lody, jakaś komedia i sok pomarańczowy. Żadnych mężczyzn...
 - Jestem za - podniosłam rękę i głośno się zaśmiałam.
 - Ty nie możesz być za - stwierdziła Angelika, a my zdziwione popatrzyłyśmy na szatynkę. - Z kilometra czuć chemię między tobą a Hayboeckiem. Ogarnijcie się i spędźcie ten dzień razem.
      Już chciałam cos powiedzieć, jednak w jednej chwili całe moje śniadanie podeszło mi do gardła. Szybko pobiegłam do łazienki i zwróciłam posiłek.

Perspektywa Hayboecka.

 - Ogarnij się stary - poduszka rzucona przez Gregora odbiła się od ściany tuż obok mnie. Od rana moi koledzy z kadry próbują mnie przekonać do kolejnej randki z Rudą. Ale ona dobitnie dała mi znać, że jestem tylko jej przyjacielem.
 - Wiesz jakie są dziewczyny. Wiecznie niezdecydowane, humorzaste. Ja o Marise też długo walczyłem - mój przyjaciel nawet przeciwko mnie? Robię oburzoną minę. - Nie patrz tak na mnie. Słuchaj - chwyta mnie za ramię - kochasz ją. Wszyscy o tym wiem, ona pewnie też. Dlatego, ja idę do Koreańczyków, aby kupili jakieś kwiaty. Wy - wskazuje na pozostałych - szykujecie to o czym wam mówiłem, a ty - znów zwraca się do mnie - idziesz po nią. I nie słyszę wymówek!
    Siłą wypycha mnie z pokoju. Powolnym krokiem ruszyłem w stronę pokoju Zuzy. Czy się bałem? Tak, chyba pierwszy raz. Nie wiem, tylko dlaczego. Nigdy nie miałem problemu jeśli chodzi o dziewczyny. Ale ona jest inna. Przy niej czułem się tak swobodnie. Bałem się jednak, że ją stracę. Ogarnij się wreszcie Michael. Nie krzycz. To przyznaj to w końcu. Ale co? Że ją kochasz! Ale ja.. nie wiem... tak ja ją kocham do jasnej choler!
    Po tym, jak sobie to uświadomiłem, praktycznie biegłem do pokoju Polki. Drzwi otworzyła mi Luna, która skinieniem głowy pokazała mi, że dziewczyna jest w łazience. Grzecznie usiadłem, aż dziewczyna wyjdzie z pomieszczenia. W międzyczasie dostałem wiadomość od Krafta, że mam zaprowadzić dziewczynę na olimpijską stołówkę. Czyli wychodzi na to, że oboje będziemy mieli świetną niespodziankę.
    Po 15 minutach dziewczyna wyszła z łazienki. Była blada i ledwo trzymała się na nogach. Przestraszony podbiegłem do niej i złapałem za ramię. Dziewczyna się uśmiechnęła i mocno wtuliła się w mój tors.
 - Musimy porozmawiać - rzekła.
 - To chodź na stołówkę, chłopcy na nas czekają - już miałem wychodzić, gdy ta mnie zatrzymała.
 - Na osobności.
     Patrzyłem, jak jej współlokatorki wychodzą z pokoju. Po ich wyjściu dziewczyna chciała, jak to miała w zwyczaju, wyjść na balkon, jednak ja sprawnym ruchem jej to uniemożliwiłem. Nagle ta zaczęła płakać. Byłem lekko skołowany, gdyż nie wiedziałem o co jej chodzi.
 - Określ się, Hayboeck - powiedziała przez łzy. - nie mogę dłużej czekać. Chcę wiedzieć, co do mnie czujesz.
    Przez chwilę stałem i patrzyłem jej prosto w oczy. Serce zaczęło mi bić szybciej. To był ten moment, kiedy miałem powiedzieć jej, co do niej czuję.
 - Wiesz - podrapałem się po głowie - nigdy nie byłem dobry w wyrażaniu moich uczuć. Ty o tym dobrze wiesz - zaśmiała się, a ja podszedłem bliżej dziewczyny i oparłem moje czoło o jej. - Zajęło mi 2 lata, aby zrozumieć, że jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu. Tyle razem przeszliśmy, tyle kłótni, miłych chwili - teraz to ja się zaśmiałem. - Powiem ci, że wiele razy próbowałem powiedzieć ci, co do ciebie czuję. Dzisiaj uświadomił mi to Schlierie, kiedy omal nie oberwałem od niego z poduszki. Na stołówce z ich pomocą miałem wyznać ci moje uczucia, ale zmusiłaś mnie do tego, abym zrobił to teraz. Miało być romantycznie.
 - Ale było tutaj - przerwała mi - nie potrzebuję kwiatów, wierszy miłosnych. Dobrze wiesz, że jestem anty do romantyzmu. Ja potrzebuje tylko ciebie, rozumiesz?
    W tym momencie nie wytrzymałem i złączyłem nasze usta. Ona z każdą chwilą pogłębiała pocałunek. Był delikatne, ale wyrażał wszystkie nasze uczucia. Kiedy się od siebie oderwaliśmy mocno ją do siebie przytuliłem. I po co ja się bałem przez te dwa lata powiedzieć jej o moich uczuciach?
 - Kocham cię - powiedziałem - a teraz chodźmy, bo oni się tam napracowali, a my to lekceważymy.
    Dziewczyna się zaśmiała, chwyciła za ramię i razem ruszyliśmy w stronę stołówki. Byłęm tak szczęśliwy, że to właśnie ona szła teraz ze mną. Że tu była. Byłem szczęśliwy, że każdego dnia mogłem patrzeć na jej uśmiech.
 - Zostaniesz moją dziewczyną? - spytałem kiedy wchodziliśmy byliśmy już obok stołówki. Dziewczyna złączyła nasze usta w pocałunek, a ja się zaśmiałem. - Uznam to za tak. A to w pokoju, to właśnie o tym chciałaś porozmawiać?
 - Nie do końca... ale nie mówmy o tym teraz. Chodź - splotła nasze dłonie i z uśmiechem weszliśmy na stołówkę.

                                                 ***

Who's back? Rozdział krótki, ale obiecuję, że kolejny będzie trochę dłuższy. Weszłam dzisiaj, aby zobaczyć czy ktoś tu zagląda i zobaczyłam, że ostatni rozdział dodałam rok temu! Przepraszam was za to, rozdziały będę dodawać teraz systematycznie, chyba, że wena mnie opuści :)
Ważna wiadomość, chciałabym przedstawić Wam nowe bohaterki tego opowiadania (oczywiście dodam je jeszcze do szczęściarzy) oto:
Luna Berger i Angelika Hauser.
Sezon się kończy, a ja jestem mega zadowolona. Może właśnie to mi dało takiego powera do napisania tego :D
Zapraszam, również na resztę moich blogów. Tam również coś się pojawi.
P.S. Nie wiem co stało się z czcionką, że kawałek tekstu jest na czerwono :(
ŚCISKAM :*
PRINCESS

wtorek, 4 lipca 2017

UWAGA!!!

Nie, nie zawiesza bloga... 
Ale przez jakiś czas nie pojawi się nic tu ani też tu:

https://najgorszawalkapomiedzyuczuciami.blogspot.com

To nie tak, że nie mam weny. Może na tego bloga, co dodałam linka faktycznie, straciłam wenę.
Jednka postanowiłam najpierw skończyć tego, którego zaczęłam najwcześniej. Zapraszam Was serdecznie na niego - to jest moje "dziecko" 😂

https://pozoryczasemmyla.blogspot.com/?m=1

Mam nadzieję, że zrozumiecie i poczekacie :)
Może pod koniec sierpnia albo wcześniej się tutaj coś pojawi <3
Kocham Was Bardzo!
Mam też pytanie czy chcecie czytać moją twórczość? Piszczcie w komentarzach :*
ŚCISKAM :*
PRINCESS

czwartek, 30 marca 2017

Szóstka : "Tak złej randki chyba nigdy nie miałaś?"

Perspektywa Hayboecka 

 - Dzisiaj to zrobię - powiedziałem do chłopaków, a oni zaczęli mi bić brawa. Wywróciłem oczami.
 - Nareszcie - stwierdził Stefan - myślałem, że już nigdy nie odważysz się jej zaprosić na tą randkę.
          Ma rację. Gdyby nie pobyt Polaków w Innsbruck, to pewnie dalej tłamsił bym w sobie moje uczucia do Zuzy. Nie powiem, ale strasznie się denerwuję. Boję się, że ona odmówi. Z przemyśleń wyrwała mnie dziewczyna i moi koledzy z kadry, którzy ze śmiechem opuścili sale. Pokręciłem głową.
 - Co ty taki zamyślony? - spytała poprawiając swoje rude włosy, które opadły jej na ramiona. Jeden kosmyk założyłem jej za ucho i szepnąłem do niej z uśmiechem.
 - Myślałem o tobie. Może wybierzesz się ze mną na kolacje. Dzisiaj. Co ty na to? - spytałem i spojrzałem prosto w jej zielone oczy. Uśmiechnęła się, stanęła na palcach i zbliżyła się do mojego ucha.
 - Przyjdź po mnie o 19 - szepnęła, a mnie przeszły ciarki. Co ona ze mną robi? Głupiejesz stary. Wiem. Ale jakoś się tym nie przejmuję. Nagle spostrzegłem, że dziewczyny już nie ma. A ja stoję sam, osłupiały. Ruszyłem w podskokach do szatni, jednak tam również nikogo nie było. Świetnie. Przegrałem się i ruszyłem na parking. Hmmm... nie ma Stefana. Super. Czyli idę do niego z buta.
           Po jakiś 20 min byłem w mieszkaniu szatyna. Otworzyłem drzwi i rzuciłem torbę na ziemię. Zastał mnie dość nieciekawy widok. Otóż Kraft wraz ze swoją drugą połówką właśnie wymieniał ślinkę. Fuu.
 - Nie przy ludziach - rzuciłem obrzydzony i wyciągnąłem jogurt z lodówki - zgodziła się - powiedziałem radośnie, kiedy oni przygotowywali jedzenie.
 - Kto się zgodził? - spytała zdziwiona Marisa. Fakt, ona widziała Rudą raz? Góra dwa. I nie ma pojęcia, że te wszystkie pogaduchy z Kraftem, to były pogaduchy o Polce.
 - Ruda się zgodziła. Michi się zakochał, Michi się zakochał, Michi się...  - i w tym momencie brunet przestał śpiewać. Napotkał po drodze mój wzrok, co uświadomiło mu, że nie jest w bezpiecznej pozycji.
 - Co mam zrobić, żeby ta randka była udana? - spytałem się tej najmądrzejszej w naszym gronie.
 - Zabierz ją w jakieś ciche miejsce, jakieś romantyczne. Może...
 - Tak! - krzyknąłem uradowany, bo wiedziałem co blondynka chce zaproponować. Dałem jej soczystego buziaka w policzek, poczochrałem włosy przyjacielowi i szybko pognałem do domu.
              Będąc w domu od razu zająłem się za przygotowanie czegoś do jedzenia. Spakowałem kanapki, wino i oczywiście, truskawki. Kto ich nie lubi? Spakowałem to wszystko w piękny, wiklinowy koszyk, który pożyczyłem od pani Gercii.
           Patrzę w lustro. Ubrany, zwarty i gotowy. Jednak coś w środku mnie ma obawy. Boję się, że coś nie wyjdzie i Zuza nie będzie się do mnie odzywać. Chwytak koszyk, zamykam drzwi i udaje się do mieszkania obok. Długo się zastanawiam czy zapukać. Raz się żyje. Drzwi otwiera mi rudowłosa, a ja doznaje szoku. Dziewczyna ubrana jest w zieloną, rozkloszowaną sukienkę z długim rękawem. Góra jest idealnie dopasowana do jej ciała, a na szyi wisi złoty naszyjnik z serduszkiem. Skromny, ale ma coś w sobie, co pozwala go zauważyć. Włosy ma zakręcone i idealnie dobrany makijaż. Od rozkoszowania się jej wyglądem odciąga mnie jej melodyjny głos.
 - Źle wyglądam? - spytała, a ja się zaśmiałem.
 - Nie... ty wyglądasz... no... wow! - gubię się, co ona skwituje śmiechem.- chodź, porywam cię w jedno miejsce. Tylko musisz założyć to - wyciągam zza pleców chustę, a ona patrzy na mnie jak na wariata. Jednak udaje mi się ją przekonać i udajemy się powoli do mojego auta. Jechaliśmy w ciszy. Widziałem, że dziewczyna do końca mi nie ufała. Miętoliła w dłoniach swoją sukienkę
        Pomogłem wysiąść jej z auta, w drugiej ręce trzymając koszyk. Prowadziłem ją powoli. Pomogłem wejść po schodach, a później usiąść. Postawiłem koszyk na ziemi i zająłem miejsce obok niej. Odwiązałem jej chustę i patrzyłem, jak rudowłosa doznaje szoku. Patrzyła jak zachipnotyzowana w przestrzeń.
 - Wow! - wyszeptała, nadal patrząc na ten piękny widok ze skoczni Bergisel. - Nawet nie wiedziałam, że macie takie piękne widoki.
         Zaśmiałem się. Wziąłem koszyk i wyciągnąłem kanapki. Zuza stwierdziła, że mam je częściej robić dla niej. Nalałem jej wina, a sobie soku z tego względu, że jednak prowadzę.
 - Czyli widzę, że chcesz mnie upić - zaśmiała się - opowiedz mi coś o sobie.
 - Ale o mnie nie ma co za dużo opowiadać - rzekłem, a ona uniosła brew - no dobra, coś się znajdzie. No to urodziłem się w Linz, oprócz skoków uwielbiam piłkę nożną i tenis...
 - Widzę, że mamy coraz więcej wspólnego.
 - No pacz - uśmiechnąłem się - mam dwóch braci, starszego i młodszego. Jestem skoczkiem i lubię Barcelonę, ale to już wiesz. Teraz twoja kolej.
 - Urodziłam się w Bydgoszczy, ale wychowałam w Wałbrzychu. Kiedyś grałam w siatkówkę, pływałam, ale już tego nie robię.
 - Dlaczego? - byłem ciekaw, bo naprawdę świetnie grała.
 - Długa historia i do tego nie przyjemna dla mnie. Mam po tym złe wspomnienia - posmutniała, więc natychmiast ją przytuliłem, bo nie chciałem żeby był smutna. - W skrócie, doznałam poważnej kontuzji i dlatego zrezygnowałam.
 - Przepraszam - powiedziałem po chwili ciszy, a ona spojrzała na mnie zezorientowana.
 - Nie masz za co. Nie wiedziałeś.
             Resztę naszej randki spędziliśmy w mieli atmosferze. No, do czasu. Kazałem jej zamknąć oczy, bo chciałem ją nakarmić, przełamać lody. Naprawdę mi się podoba, więc robiłem wszystko, żebym i ja jej się spodobał. Jednak nie wiedziałem o jedenj rzeczy i żałuję, że wcześniej się nie zapytałem. Dałem jej do buzi truskawkę, a ta zrobiła grymas na twarzy.
 - Czy to truskawka? - spytała otwierając oczy, a ja skinąłem głową. Ona natychmiast wypluła ją z buzi. - mam uczulenie - trochę się przestraszyłem, tym bardziej, że po chwili dziewczyna zaczęła strasznie kaszleć i dusić się. Od razu zabrałem ją do szpitala. Jechałem jak jakiś szaleniec, bo stan dziewczyny naprawdę mnie przerażał. Nie wiedziałem, że po jednej truskawce mogą byc takie cyrki.
           Czekałem już dobre dwie godziny, a tu ani widu ani słychu o stanie zdrowia dziewczyny. Bałem się, że po tym co się stało ona nie będzie chciała mnie widzieć. Widząc lekarza wstałem i dopytałem się o stan zdrowia dziewczyny. Mogłem do niej pójść i dowiedziałem się, że tę noc będzie musiała siedzieć w szpitalu. Po cichu wszedłem do sali, a ona na mój widok uśmiechnęła się.
 - Tak złej randki chyba nigdy nie miałaś? - spytałem niepewnie siadając na krześle obok łóżka. Polka zaśmiała się.
 - Były gorsze - pokazałem głową i chwyciłem jej rękę.
 - Przepraszam, nie wiedziałem, że masz uczulenie - ze skruchą patrzyłem w jej oczy, które ani trochę nie wskazywały na to, że jest zła.
 - Nic się nie stało. Chodź - machnął ręką i kazała położyć się obok niej. Tak też uczyniłem. Wtuliła się w moją klatkę piersiową, przyśpieszając przy tym mój oddech. - To była najlepsza randka jaką miała. Mimo tego incydentu - wybuchliśmy śmiechem - dziękuję Hayboeck.
 - Ja dziękuję, że się zgodziłaś Winiarska - pogładziłem jej policzek.
         Teraz nie mogę jej stracić. Zrozumiałem, że ją kocham. Tylko, czy ona to odwzajemnia?

                                         ***
Kolejny rozdział - i perspektywa Michaela. Jak Wam się podoba?
Już coś zaczyna się dziać, ale jak myślicie, Ruda kocha naszego skoczka?
Przepraszam za błędy ortograficzne i obiecuję, że nadrobię Wasze blogi.
ŚCISKAM :*
PRINCESS

sobota, 18 lutego 2017

Piatka: "Dobra dobra, nie tłumacz się. Winny się tłumaczy."

        Wy też tak macie, że czasami żałujecie swoich czynów? Ja tak mam w tym momencie. Żałuję, że wczoraj odebrałam połączenie od siatkarzy. A wiecie czego jeszcze bardziej żałuję? Że otworzyłam wczoraj to wino. Wypiliśmy tyle, że film mi się urwał po 4 kieliszkach.
        Podnoszę się na łokciach i pierwsze co rzuca mi się w oczy to... Michi w moim łóżku! Co my wczoraj robiliśmy? Szybko zbieram bieliznę z podłogi i zakładam za dużą, jak dla mnie, bluzkę chłopaka. Idę do kuchni i jedyne o czym marzę, to łyk wody. Albo czegoś gazowanego. Tylko, że ja nawet wody nie mam w domu. Żałuję, że nie mieszkam już z mamą. Tam przynajmniej po moim powrocie jest lodówka pełna, a nie tak jak u mnie. Ona świeci pustkami. Ubieram na siebie czarne legginsy oraz bluzkę na ramionczkach od Nike i zabieram Austriakowi klucze od domu. Wiem, że on zanim przyszedł do mnie to był na małych zakupach. No bo skąd ja bym im wzięła wczoraj herbatę? Chwytem chleb, jajka, szczypiorek i oczywiście herbatę. Już mam wychodzić, kiedy mój wzrok przykuwa duża butelka. Chwytem szybko Pepsi i wychodzę. No co? Spał u mnie, no to w zamian chcę ten napój.
          Kiedy już zrobiłam śniadanie, zaczęłam szperać po moich szafkach. Na szczęście w apteczce znajduje moje zbawienie. Tabletkę na ból głowy. Biorę jedną i popijam dużym łykiem wody. Nagle czuję, że ktoś obejmuje mnie w pasie. Uśmiecham się, bo moje ciało przepływa przyjemny dreszcz. Skoczek zaczyna mi mruczeć do ucha, a kiedy chce się wyrwać, ten zakleszcza mnie mocnej w swoim uścisku i mówi.
  - Uratuj mnie. Daj mi jedną tabletkę - jęczy mi, a ja się śmieję.
  - Trzeba było tyle nie pić - stwierdzam i wręczam mu rzecz, która uratuje mu życie. Chwilę później oboje zasiadamy do jedzenia, jednak mu coś przeszkadza.
  - Skąd wzięłaś to wszystko? Przecież masz pustki w lodówce - chwila ciszy - ej! Pepsi też moja? O nie tak się nie bawimy. Czeka cię kara.
               I kiedy zobaczył, że skończyłam jeść wziął mnie na ręce, położył na podłodze i zaczął mnie łaskotać. Dobre 10 min nie mogłam załapać do końca oddechu, a on dopiero wtedy dał mi spokój. Jednak ni zszedł że mnie. Zrobił natomiast coś, czego bym się nigdy nie spodziewała. Wpił się w moje usta. Przez chwilę nie wiedziałam co mam zrobić. Jednak serce wygrało i odwzajemniłam ten pocałunek. Sprawnym ruchem znalazłam się nad nim. Zajęłam się jego bluzką. Jego ręce błądziły po moich plecach. Każdy jego dotyk wywoływał dreszcz na moim ciele. Kiedy Hayboeck chciał już zdjąć moją bluzkę, usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Niechętnie oderwałam się od chłopaka i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je, a kto za nimi stał? Fettner, Kraft i Kofler ze swoimi głupimi uśmieszkami. Pokrycia głową. Nagle Michael mnie wymianął, przywitał się z chłopakami i poszedł do siebie. Ich miny wskazywały na zdziwienie. Zabrałam swoje rzeczy i stwierdziłam, że ogarnę się na miejscu.
      Po jakiś 30 minutach byliśmy na miejscu. Bylibyśmy wcześniej, ale mój sąsiad się guzdrał. Natomiast ja zdążyłam się wyszykować. W hali dostałam  rozpiskę jakże długiego treningu. To nie był sarkazm. Mieliśmy mieć tylko godzinę przerywa. To jakaś masakra. Dzisiaj miała do nas przyjechać inna reprezentacja. Jaka? Nie mam pojęcia. Nikt oprócz trenera nie wiedział. Postanowiliśmy, że zanim oni przyjadą, to pogramy w siatkówkę. Takie same składy jak ostatnio. Zaczęłam pierwsza. Chciałam zagrać mocno jednak piłka za bardzo mi zjechała i prawie walnęła chłopaka, który wchodził. Czy ja dobrze widzę? O nie!
 - Ruda do jasnej anielki! Ja chcę jeszcze pożyć - krzyknął na mnie Stefan Hula. Ja posłałam mu przepraszający uśmieszek.
        Wszyscy poszli się przywitać z chłopakami. A ja i Kraft musieliśmy oczywiście odstawić jakiś cyrk. Otóż ja schowałam się za niższym ode mnie Kraftem i tak na paluszkach podeszliśmy do reszty.
 - Myślisz, że cię nie widzę? Mój i Kamila wzrok jest już na ciebie wypracowany - powiedział Piotrek, a ja uniósłam brew. Tak jak nawet sam Kamil - wiesz jak musieliśmy cię kiedyś pilnować na skoczni? Byłaś taka nie posłuszna. A jaka malutka.
  - Ej, ej ej. Po pierwsze, zawsze byłam twojego wzrostu. A po drugie jestem od ciebie młodsza tylko o 4 lata - powiedziałam oburzona. Przywitałam się ze wszystkimi i stanęła obok mojego kuzyna. Ten się do mnie uśmiechnął i mocno przytulił. Czekaliśmy tak do przyjścia trenerów. Widziałam tą zazdrość w oczach mojego sąsiada. Ale on nie ma o co być zazdrosny. Nawet jak by Maciek nie był moim kuzynem, to nigdy bym się z nim nie umówił. Za dużo o nim wiem...
        Panowie zaczęli trening, a ja udałam się do mojego gabinetu. Wchodząc do pomieszczenia zostałam ciemność. Odsłoniłam wszystkie żaluzje i usiadłam na duże, czarne krzesło stojące przy moim biurku. Odpaliłam laptopa i zaczęłam pracować. No, może nie do końca. Miałam cały czas włączonego Facebooka. I to był mój błąd. Na głównej stronie przewijały się zdjęcia moich koleżanek z liceum albo z roku na studiach. Zdjęcia pierścionków, dzieci, razem z drugą połówką. Nie powiem, ale im zazdrościłam. Czyżby ktoś się tutaj czuł samotny? 
Wiesz dobrze, że tak jest, więc po co się pytasz.
  - Ładny gabinet - stwierdziła Kamil, wchodząc razem z Maćkiem do pomieszczenia. Zawsze uważałam tą dwójkę za wzór. Mimo, że Kamila poznałam przez przypadek, zaprzyjaźniłam się z nim. Tak na zawsze. Ewa śmieje się, że dzięki mnie poznała Kamila. Fakt, to ja po nie udanym konkursie wysłałam go na spacer po Planicy. Skąd miałam wiedzieć, że na siebie trafią? A Maciek? Mimo, że go wyzywam i się z niego śmieje, tak naprawdę w głębi duszy go podziwiam. On się nie poddaje jak mu coś nie wychodzi. Ja się poddałam. I teraz żałuję - jak ci mija czas tutaj?
  - Nie to samo co w Polsce, ale nie narzekam - uśmiechnęłam się, co spotkało się ze śmiechem Stocha i morderczym wzrokiem Kota. - Ale to nie tak jak wam się wydaje. Wczoraj wróciliśmy dopiero z Turcji i...
  - Dobra dobra, nie tłumacz się. Winny się tłumaczy - zaczął Maciek. O i się zaczyna. Maćkowi włączył się tryb "nie mam siostry, więc muszę zgrywać nad opiekuńczego brata dla mojej kuzynki".
  - Jak masz zamiar marudzić, to tam są drzwi.
  - Po tym wszystkim co dla ciebie zrobiłem wyrzucasz mnie?
  - Dzieci spokój - wtrącił się dwukrotny mistrz olimpijski. - Ruda - westchnął - on się o ciebie martwi. Kocha cię i nie chce, żeby Ci się coś stało. Z drugiej strony - zwrócił się do mojego kuzyna - Maciej, ona jest już dorosła i potrafi o siebie zadbać - pokiwaliśmy głowami. Starszy ze skoczków klasnął w ręce - to co idziemy na lody?
  - A wy czasami nie macie treningu? - spytałam, a oni niczym Usain Bolt pobiegli na halę. Co ja z nimi mam?
           Po skończonym treningu poszliśmy wszyscy razem na obiecane Kamilowi lody. Niestety dla mnie to nie był najlepszy pomysł. Musiałam stać i się gapić jak oni dają wszystkim autografy i zdjęcia. Było to przytłaczające dla mnie. Nie wiedziałam jak się zachować. Usiadłam na ławkę i czekałam aż skończy się to całe przedstawienie. W moje ślady poszedł Kofler.
 - A ty dlaczego nie podpisujesz razem z nimi? - spytałam zdziwiona. Jednak to jest legenda. Dlaczego tak mało osób chce z nim zdjęcie, bądź jego autograf.
 - Nie jestem w tej samej formie co kiedyś. Ludzie czasie o mnie zapominają. A ki to nie przeszkadza, bo mam czas cię teraz lepiej poznać - wyjaśnił 8 uśmiechnął się do mnie, co ja odwzajemniłam. Wiedziałam, że ona taka jak niektórzy w tej kadrze, nie ma do mnie dwuznacznych zamiarów. Zdążyłam go trochę poznać, ale nadal jest dla mnie tajemnicą. - dlaczego nie grasz w siatkówkę, tak zawodowo?
 - Kiedyś grałam, a także pływałam. A potem musiałam przestać... ale nie chce o tym mówić.
 - Rozumiem. Nie zmuszam cię, jeśli nie chcesz i tym rozmawiać - poklepał mnie po plecach, a ja w tym momencie poczułam, że zyskałam zaufaną osobę w tym teamie.
 - Nareszcie - ziewnął Kot i zabrał mojego loda.
 - Ej! Kup sobie swojego - powiedziałam jak obrażone dziecko. Chłopcy się zaśmiali, a ja wyrwałam mu loda, który potem upadł na ziemię - i widzisz co zrobiłeś?! - warknęłam na niego.
 - Chodź kupię ci nowego - pocałował mnie w czoło i już mieliśmy iść kiedy Fettner zadał pytanie.
 - Zachowujecie sie jak para. Wy jesteście razem? - spytał niepewnie. Po tych słowach spojrzeliśmy po sobie i zrobiliśmy krok w tył, tak aby być dalej od siebie.
 - Fuuu! - równocześnie jękneliśmy. - jestem zmuszona go kochać - dokończył po chwili ciszy.
 - Prędzej bym się powiesił niż miałbym być z tą wiedźmą - skrzywił się Kocur.
 - I vice versa. Prędzej bym się zżygała niż pocałowałabym tego debila.
 - To ja już nie rozumiem - powiedział zrezygnowanym Manuel.
 - To jest moja kuzynka, a ja kazirodztwa nie popieram. To jest ohydne. A poza tym, ona jest chyba zajęta - poruszył zabawnie brwiami.
            Potem spojrzał w stronę mojego sąsiada. Dał mi tym znak o kogo mu chodzi, sprawiając że chłopak się zaczerwienił. Na szczęście widziałam to tylko ja i mój kuzyn. Jeszcze sobie coś w kadrze pomyślą. Pociągnęłam Polaka do lodziarni, mając nadzieję, że skończy już swoje swatanie. Jeszcze tylko 2 dni z nim i się od niego uwolnię. Czuję, że to będą męczące chwile w jego towarzystwie...
                                 
                                      ***
Hejka :)
Wróciłam. Miesiąc przerwy, ale obiecuję, że się poprawię.
I zobaczcie. Coś zaczyna się dziać między naszymi bohaterami <3 ale znając mnie jeszcze coś popsuje xd
Nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział, ale napewno nie będzie to miesięczna przerwa :)
Zapraszam na moje pozostałe blogi :)
ŚCISKAM :*
PRINCESS

wtorek, 17 stycznia 2017

Czwórka: "To karygodne - zaczął Igła..."

                  Kuttin nas zabije, Kuttin nas zabije! Chłopaki poszli ode mnie ok. 5 nad ranem. Jesteśmy tak niewyspani, że wyglądamy jak siedem nieszczęść. Szybko wbiegam na salę razem z Kraftem i ustawiamy się obok reszty. Na szczęście nikt tego nie zauważył i chłopaki w spokoju mogli zacząć trening. Usiadłam na ławce i starałam się nie zasnąć. Nie było łatwo. Cały czas ziewałam i się przeciągałam. Nasz fizjoterapeuta to zauważył i znalazł mi zajęcie. Kolejna papierkowa robota. Super. Po skończonym treningu trener miał jeszcze dla nas jedną niespodziankę.
 - Słuchajcie- zaczął- macie 30 min na ubranie jakiś wygodnych, najlepiej sportowych ciuchów. Widzimy się przed naszym busem.
                   Wszyscy udaliśmy się do swoich pokoi. Zajęłam pierwsza łazienkę. Ale nie było dane, bo kompletnie nie wiedziałam w co się ubrać i do łazienki wszedł Kraft. Nagle podszedł do mnie Hayboeck.
 - Ej, bo... to co wczoraj wieczorem się zdążyło na balkonie to...
 - Tak, wiem- przerwałam mu- nie powinno mieć miejsca.
                   On tylko pokiwał głową i udał się do swojej walizki. W tym czasie Stefan wyszedł z łazienki. Wzięłam rzeczy i weszłam do środka. Włosy związałam w kitkę i pomalowałam rzęsy. Ubrałam się w to:

                               


Razem z chłopakami zeszliśmy na dół. Byliśmy pierwsi. Wow, ty pierwsza? To niemożliwe. A widzisz, jednak. Nie musieliśmy długo czekać, bo chwilę później dołączyła do nas reszta oraz sztab szkoleniowy. Jechaliśmy dość długo. Każdy był pochłonięty rozmową. Każdy oprócz mnie i Michaela. Siedzieliśmy razem i w ogóle się nie odzywaliśmy. Trochę było mi przykro, bo naprawdę chciałam z nim porozmawiać. Ale jak zaczynałam rozmowę, to on się odwracał i rozmawiał z kimś innym. Dojechaliśmy do naszego celu. Ku mojemu zdziwieniu dojechaliśmy na jakąś... pustynię? Albo coś podobnego. Trener kazał nam ubrać szelki. Nagle podszedł do mnie Michael i założył mi opaskę na oczy. Czyli co teraz taki dobry przyjaciel interesuje się mną? Zobaczymy w pokoju. Albo jak będziemy sami. Nagle prowadzi mnie... tak dokładnie to nie wiem gdzie. Czuję się jakbym jechała windą. Ściskam rękę Michaela. Ktoś nagle rozwiązuje mi opaskę z oczu i... omal nie dostaję zawału. Właśnie stoję z Hayboeckiem i Kraftem na wieży. Wieży, z której skacze się n bungee. Odwracam się w stronę moich towarzyszy i zaczyna krzyczeć.
 - Czy was już do reszty powaliło?
 - Nie-powiedzieli chórem. Kraft podszedł do mnie i kazał mi się ustawić. Na początku nie chciałam, ale mnie zmusił. Nie drążmy jak, okej. Dwaj obywatele Turcji, odpowiedzialni za to coś, powiedzieli, że mogę skoczyć kiedy chcę. To sobie poczekają. A żebyś wiedziała. I tak też im powiedziałam.
 -Tak?- spytał Michi. Co on kombinuje?- to telefonu też nie chcesz?- i rzucił daną rzecz. Ja szybko skoczyłam i złapałam go. Ale po chwili się skapnęłam, że to nie jest mój telefon, tylko obudowa od niego.
 - Michaelu Hayboecku, nie żyjesz obiecuję ci to- i przez resztę mojego "skoku" modliłam się, aby przeżyć. Nie moja wina, że mam lęk wysokości. Wreszcie mogę zejść z tego gówna. Kładę się na ziemii i ze łzami w oczach dziękuję Bogu za przeżycie.
 - Żyjesz?- pyta się Fettner, a mnie zaraz szlak trafi. Ludzie, mnie chyba pół, a nawet cała Ankara i z pewnością siatkarze w Japonii z Kubiakiem na czele (ktorzy wczoraj tam pojechali) słyszeli. A on się jeszcze pyta czy żyję. Podaje mi rękę i pomaga wstać. Patrzę na nich z pod byka. 
 - Wy jesteście nienormalni?! - krzyczę na nich, a oni się tylko śmieją. Wściekła wracam do autokaru. 
     Przez resztę dni prawie w ogóle się do nich nie odzywałam. Kiedy wróciliśmy do Austrii byłam zmuszona wracać z papuszkami nierozłączkami. Kiedy dojechaliśmy pod blok zmusiłam się do pewnej rzeczy. 
 - Hej, bo ogólnie nie dam rany wnieść tych walizek na górę...  więc może mi pomożecie? - oni jedynie skinęli głową. Nie takiej reakcji oczekiwałam. Kiedy weszliśmy na nasze piętro moje zdziwienie nie znało granic. Przed moim mieszkaniem stała góra pudeł. Z mieszkania wyszła pani Gertruda czyli moja i Michaela ulubiona sąsiadka. Taka zwykła starsza pani z południa Szwajcarii mieszkająca z 10-tką kotów. Poprawiał sobie okulary i uśmiechnęła się do nas ciepło. Odwzajemniliśmy ten uśmiech. 
 - Dzisiaj przyszedł miły pan kurier, a że ciebie kochaniutka nie było to ja odebrałam te ciężkie pudła - poklepała jeden z białych kartonów. 
 - Wie może pani od kogo są?  - zapytałam, ale starsza pani zaprzeczyła, pożegnała się z nami i zeszła ostrożnie po schodach. 
       Podeszłam do obiektów mojego niepokoju. Nie wiedziałam co z nimi zrobić i dlaczego ktoś mi je wysłał. Zobaczyłam na jednym z nich kopertę. Otworzyłam ją. Kinga pomyślała o mnie i wysłała mi moje rzeczy. Kochana. Złapałam dwa pudełka i kazała chłopakom uczynić to samo. Odkluczyłam drzwi i weszliśmy do środka. Zrobiłam chłopakom po herbacie i poprosiłam o pomoc w rozpakowaniu pudełek. Oni po dłuższej chwili się zgodzili. Nie obyło się bez śmiechu. Otóż w jednym z pudełek były moje albumy ze zdjęciami. Były zdjęcia z komunii, różnych przyjęć i takie zwykłe jednak niektóre zdjęcia przykuły ich uwagę. Na pierwszym z nich byłam ja, Kinga, Misiek, Szampon, Dziku i Igła. Byliśmy w głupich przebraniach, ponieważ była to moja 18-nastaka. 
 - Długo się znacie? - zapytał Stefan. Pokiwałam głową. 
 - W sumie od kiedy pamiętam - wzruszyłam ramionami i napiłam się herbaty. 
         Potem na zdjęciu byłam ja i mój były chłopak, Marek. Było to jakieś 2 lata temu, miesiąc przed naszym rozstanie. Zauważyłam, że nie podoba się ono Michaelowi, bo zabijał mojego byłego wzrokiem. To było nawet słodkie. Ale nie, przecież jestem na niego wkurzona. Potem już przestaliśmy oglądać, a zajęliśmy się kolejnymi pudłami. Ubrania, buty, polskie jedzonko (pierogi babci najlepsze) i ostanie, które tyle przypominało. Pudełko z rzeczami do siatki i pływania. Piłki, ochraniacze, stroje, czapki i okulary. Byłam chyba prawdziwą kolekcjonerką, kiedy trenowałam. Czasami żałuję, że przestałam. Chociaż nie mogłam inaczej postąpić. 
 - Jaki jest twój ulubiony klub? - spytał nagle Michi, który do tej pory nie zbyt się do mnie odzywał. 
 - W jakiej dyscyplinie? - spytałem, bo szczerze mówiąc nie zbyt wiedziałam o jakiej mówi. 
 - Nie wiem. Siatkówka, piłka nożna. W sumie nie wiem jaki oglądasz. 
 - Jeżeli siatkówka to oczywiście PGE Skra Bełchatów, bo gra tam mój brat, a nożna to w sumie Barcelona. 
 - O to tak jak Hayboeck. Jesteście dla siebie po prostu stworzeni - palnął Kraft, a ja uniosłam brew. To samo uczynił nasz towarzysz - no nic ja będę się zbierać. Widzę, że już się na mnie nie gniewasz więc mam nadzieję, że jutro partyjka golfa Zuzanno - skinęłam głową. Oj chce zobaczyć jak przegrywa. - żegnajcie gołąbeczki. 
         I wyszedł. On mnie dobija. Czasami zastanawiam się jak Marisa z nim wytrzymuje. Siedzieliśmy z Michim w ciszy. Krępującej ciszy. Nie lubiłam tego uczucia. Brzuch mnie skręcał w środku. Było tak dobrze, ale mój lęk wysokości wszystko spieprzył. Postanowiłam wszystko naprawić. 
 - Michi słuchaj... to co wtedy krzyczałam w Ankarze... ja tak wcale nie myślę... ja... 
 - Ty naprawdę myślisz, że ja byłem za to na ciebie wkurzony? - i zaczął się śmiać. Czyli udawał. Walnęłam go poduszką i dołączyłam do niego. Śmialiśmy się przez dobre 10 min. - martwiłaś się, że naprawdę jestem obrażony? 
 - Może ... dobra, co powiesz na krótki meczyk? Fifa nie będzie czekać - pomachałam mu pudełkiem przed twarzą. Blondyn szybko mi ją wyrwał i już po chwili graliśmy . Barcelona vs. Bayern. Przez dobre 15 min kłóciliśmy się, kto będzie Barceloną. Skoczek poszedł na kompromis i właśne tak, to ja przegrałam z jego Bayernem. Masakra. 
          Austriak stwierdził, że pójdzie się wykąpać, więc dałam mu mięciutki, biały ręcznik. Kiedy on brał prysznic, postanowiłam obejrzeć jakiś mecz. Jednak nie było mi dane, bo Maciek zadzwonił na Skype'a. Oni nie dadzą ci spokoju. Właśnie wiem. Odbierzesz? A mam wyjście? Właśnie. Odebrałam i zaraz na moim ekranie pojawili się polscy skoczkowie. Plus Kuba. I Winiar. A także Szampon. I Igła. Co oni tam robią.
 - To karygodne - zaczął Igła - nie odzywać się przez taki czas? 2 tygodnie się nie odzywałaś.
 - Jak nie. Gadałam z Miśkiem - i w tym momencie mój jedyny brat obrywa w głowę - oj przepraszam. Nie było kiedy. Dzisiaj wróciliśmy dopiero z Turcji. Wiecie jak było fajnie. Spotkałam Dzika, skakałam na bungee... 
 - Co ty zrobiłaś? - zdziwił się Winiar - nie wierzę. Moja siostra skoczyła na bungee. To jest coś niemożliwego. Jak ty na balkon na 2 piętrze w bloku nie chcesz wejść. 
 - Nie skończyłam z własnej woli. Zmusiła mnie do tego. Podstępem. 
 - A mówią, że to nasza ekipa ma dziwne pomysły - stwierdził Piotrek. Nagle drzwi od łazienki się otworzyły i z pomieszczenia wyszedł skoczek, suszący swoje blond włosy ręcznikiem. Był mały problem. Był w samych spodniach. 
 - Widzę, że nie próżnujesz w tej Austrii - zaśmiał się Maciek, a ja miałam ochotę zakopać się pod ziemię. Po co ja odbierałam?
                                          ***

Hejka :) 
Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro. Byłam tak zajęta, że wróciłam do Was po prawie ROCZNEJ przerwie. Jestem okropna, bo dodaje go jeszcze o tej godzinie. Mam nadziej, że się nie gniewacie. 
Jak Wam się podoba? Powoli zaczyna się dziać, ale to jeszcze nie to. 
Zapraszam na inne moje blogi, a jeszcze obiecuję, że ja zaczyna ferie 29.01. A więc spodziewajcie się więcej rozdziałów od właśnie tego dnia. 
Jeszcze raz Was przepraszam i dziękuję za ponad 5000 wyświetleń po 3 rozdziałach i prologu. Jesteście niesamowite / niesamowici. 
KOCHAM WAS <3
Mam nadzieję, że tak jak ja trzymajcie kciuki za naszych w Zakopanem. Dadzą radę. :) 
ŚCISKAM :*
PRINCESS 

wtorek, 9 lutego 2016

Trójka: "Znam każdego z reprezentacji Polski"

                Ankara, Ankara. Kocham to miasto. Jestem tutaj już chyba piąty może szósty raz w życiu. Przyjechaliśmy dwie godziny temu. Zdążyłam tylko zostawić rzeczy, a już wyciągają mnie na obiad. Ja nie chcę jeść. Ja chcę się przebrać i iść na podbój miasta! Nałożyłam sobie na talerz tylko sałatkę i już pobiegłam do pokoju. Przebrałam się w to:


Włosy zostawiłam rozpuszczone. Wzięłam jeszcze telefon i szybko zbiegłam na dół. O dziwo zastałam skoczków siedzących na sofach przy recepcji. Zdziwiłam się.
 - Jak wy tu... co?- nie wiedziałam co mam im powiedzieć. 
 - Dziewczyno siedziałaś w pokoju około...- Fettner spojrzał na zegarek- godziny!
                 W sumie ma rację. Zaproponowałam im, że będę robić za przewodniczkę. Nie obyło się bez jęków. A co jeśli ich zgubię? A co jeśli? A co jeśli? Takie były ich pytania. Hola przecież ich nie zgubię. Nie była bym tego taka pewna. A ty jeszcze tu jesteś?Jestem twoim sumieniem w końcu.No nie ważne. Oprowadziłam ich po paru ciekawych miejscach. Kiedy doszliśmy do centrum miasta, zobaczyłam dobrze znanego mi olbrzyma. Powiedziałam chłopakom, że jak usłyszą krzyki to nie ja. Szłam powoli. Żona mojego celu jak mnie zobaczyła to się uśmiechnęła. Pokazałam jej, że ma być cicho. Wzięłam rozbieg i wskoczyłam mu na plecy.
 - Aaa... pomocy terroryści mnie atakują- krzyczał na moje szczęście po polsku. Tak... Michał Kubiak. Każdy chyba zna tego Dzika więc nie muszę go przedstawiać.
 - Czy terrorysta?- spytałam kiedy zeskoczyłam mu z pleców- No ja nie wiem. Mama zawsze mi powtarzała, że jestem dziewczyną. Ale, że terrorysta? Co może ci zrobić taki słodziak jak ja?- zatrzepotałam słodko rzęskami.
 - Wiesz... jesteś siostrą Winiara, więc można się wszystkiego spodziewać- zaśmiał się za co oberwał kuksańcem w ramię- a tak w ogóle to cześć Ruda- kolejny. Przytulił mnie na przywitanie. Tak też uczyniła jego żona. Uśmiechnęłam się do małej Poli. Ona jest tak podobna do Michała. 
 - A co właściwie robisz w Ankarze?- spytała Monika.
 - Pracuję. Widzicie tamtych czubków, którzy się na nas patrzą- wskazałam na skoczków- otóż to austriaccy skoczkowie narciarscy. Niektórzy twierdzą, że są przystojni, ale ja mówię, że są brzydcy i głupi.
 - Tylko żebyś się w żadnym nie zakochała. Ja tak samo mówiłam o siatkarzach, bo mój kuzyn tez grał w siatkówkę. I co? Jestem zakochana w Michale i mam z nim piękną córkę- powiedziała brunetka i przytuliła się do swojego partnera.
 - Na pewno nie! Nie w żadnym z nich. No dobra ja już muszę lecieć pa Monia, pa Pola- dałam im buziaka w policzek- a ty masz mi wywalczyć medal na igrzyskach Dziku.
                    Chciałam już odejść, ale on zdążył poczochrać mi włosy. Wystawiłam mu język i odeszłam w stronę zszokowanych skoczków. Patrzyli na mnie jak na jakiegoś kosmitę.
 - Skąd ty go znasz? To jest przecież Kubiak- spytał Poppinger.
 - Znam każdego z reprezentacji Polski- powiedziałam z uśmiechem. Tak, moja kochana banda. Ciekawi mnie co porabiają? Pokazuję chłopakom, że ruszamy. Nagle zauważam budkę z lodami. Lody! Uwielbiam je. Bez skojarzeń oczywiście. Kupuję czekoladowe, moje ulubione i siadam na pobliskiej ławce. Zaraz obok mnie siadają Austriacy. Śmiejemy się i rozmawiamy, ale co dobre musi się kończyć. Mój telefon dzwoni. Kurde, Kinga. Przybijam sobie faceplama. Miałam do niej zadzwonić. Odbieram telefon i czekam na jej reakcje.
 - Miałaś zadzwonić idiotko- tak krzyczy, że aż muszę odstawić telefon od ucha.
 - Nie krzycz, zapomniałam, ale jakoś ci to wynagrodzę.
 - No ja mam nadzieję.  Ale ja ci zazdroszczę- zaczyna się- też bym chciała być w Turcji,  ale nie mogę. Ja zaraz oszaleje przez tą ciążę. Na szczęście to już 9 miesiąc, więc się szykuj. A właśnie, przywieź mi jakiegoś p przystojnego Turka, co?
 - Słyszałem- powiedział Oskar, mąż mojej siostry- nawet się nie waż, Zuza.
 - Dobrze, dobrze. A co tam u mamy i taty? Babcia jeszcze ich do grobu nie wpędziła?
 - Wypraszam sobie- babcia?- są cali i zdrowi kochana, ja tak samo. 
 - Niestety- mówi tata. 
 - Co?
 - Nic.
 - Czy wy macie mnie na głośniku- cisza- jak śmiecie?  Dobra ja już kończę, bo moi pracodawcy się niecierpliwią. Pa
              Rozłączyłam się. Ruszyliśmy do hotelu. Musiałam iść do mojego nieszczęsnego pokoju. Otóż dzieliłam go z Kraftem i Hayboeckiem. Za co, za co? Za jajco. Śmieszne. Weszłam do pokoju, a oni za mną. Zdjęłam buty i rzuciłam się na łóżko. Byłam wykończona. Każdy z nas siedział i robił co innego. Ja przełączałam z kanału na kanał w telewizorze, a Kraft "siedział" na telefonie. Tylko jakoś Michiego zgubiłam. Szturchnęłam Krafta. Ale nic. Chyba zasnął. Wzruszyłam ramionami, chwyciłam bluzę Michaela i wyszłam na balkon. Zastałam tam moją zgubę. Na mój widok się przestraszył. 
 - Aż tak straszna jestem?- spytałam, a on zaczął się śmiać. 
 - Nie, nie skąd- zaprzeczył- Wiesz trochę ci zazdroszczę.
 - Czego?- zapytałam zdziwiona.
 - Twojego życia. Masz super brata, wspaniałych przyjaciół, super pracę, a do tego jesteś bardzo ładna- ostatnie słowa powiedział trochę ciszej, a ja się zarumieniłam.
 - Wszystkim wydaje się fajne... ale takie nie jest. Kiedyś ci opowiem, ale nie teraz.
 - Nie nalegam.
                I objął mnie ramieniem. Czułam się przy nim bezpiecznie. Coś czuję, że jest moim najlepszym przyjacielem. Kiedy odwróciłam głowę w jego stronę nasze twarze były strasznie blisko. Za blisko. Serce waliło mi coraz mocniej. Było słychać, że jego też. Nasze usta dzieliły milimetry. Chciałam ich posmakować. Tak bardzo mnie kusiły. Coraz bliżej, bliżej.
 - Zuza twój... ooo!- ja cie Kraft zabiję.- Sorka, nie wiedziałem, że wy...
 - Ty lepiej nic nie gadaj tylko daj mi ten telefon- warknęłam do niego. Przerwał taki piękny moment. Wzięłam od niego telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Igła. On to ma wyczucie.
 - Ty to masz wyczucie czasu- powiedziałam na powitanie.
 - Tak, też się cieszę, że cię słyszę. Tak, tak u mnie w porządku. Nie musisz pytać. A u ciebie?- on i rozmowa z nim przez telefon. On pewnie czegoś chce. Nigdy do mnie nie dzwoni od tak. Z resztą jak każdy z nich. Nawet Misiek.
 - Dobrze. Co byś chciał?
 - Po pierwsze. Słyszałem, że dostałaś pracę. No gratuluję, gratuluję. Po prostu congrats.
 - Dzięki. Widzę profesjonal Inglisz, co? A po drugie?
 - A jak. A po drugie... hańba. Wstyd i hańba Zuzia. Który jest dzisiaj?
 - Yyy... 17 maja- o kurka! Zapomniałam o jego urodzinach- Jeju przepraszam cie Igła. Zapomniałam. Jakoś ci to wynagrodzę. A teraz... cześć- i się rozłączyłam.
                 Strasznie zachciało mi się spać. Fakt jest 23. Wzięłam do ręki piżamę i poszłam do łazienki. Wzięłam zimny prysznic, bo jest tutaj strasznie gorąco. Ubrałam się i wyszłam z toalety. Chłopcy o czymś żwawo ml rozmawiali, więc nie chciałam im przeszkadzać. Położyłam się do łóżka i próbowałam zasnąć. Ale moje myśli krążyły wokół tego, co działo się na balkonie. Ja nie mogę! Słowa Moniki zaczęły się sprawdzać. Ja się chyba... nie! To nie jest pewne. Może moje ciało tak zareagowało pod wpływem emocji? Mam nadzieję. Moje przemyślenia przerwał Fetti.
 - To co? Może maraton filmowy?
 - Idiota,  ty wiesz która jest godzina?- spytałam patrząc na zegarek.- będziemy mieli przechlapane, jak przyjdzie my na trening niewyspani. Pewnie będzie nam kazał za karę przebiec całą Ankarę.
 - Spokojna twoja rozczochrana- skąd oni znają te teksty?- a teraz "Klątwa Jessabelle" czy "Sinister"?
                   Ja wam mówię. To się źle skończy. Dla mnie. Wyczuwam zawał po tych horrorach. Mamo. Tato. Całą rodzin. Kochałam was. Siadam koło Hayboecka. Z tego względu, że większość już oglądała "Sinister", wybraliśmy ten drugi horror. Tak jak przypuszczałam. W wielu momentach prawie zawału dostałam. Oglądaliśmy później jeszcze kilka horrorów. Przez resztę tego "seansu" pisałam z Krzyśkiem Ignaczakiem. Próbowałam go przeprosić. Uparciuch. W końcu wyszło na to, że mam do niego przyjechać na kawę. Z chłopakiem. Zatukę Michała. Normalnie jak babcie kocham. A kocham ją bardzo. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.

                                                                          ***


Hejka :) 
Mamy trójkę :) Zuzia powoli zakochuje się w Michaelu. Ale spokojnie, na to jeszcze przyjdzie czas ;)
W Turcji jeszcze zostaję i oni też.
Rozdział powinien pojawić się jakoś na weekend, bo jestem w domu :( Mam nogę w łusce gipsowej i dużo, dużo czasu na pisanie xd
Jutro kolejne zawody w Norwegii. Mam nadzieję, że nie będzie tak jak w Oslo :( 
Trzymamy kciuki za Polaków :*
To do następnego i zapraszam na resztę moich blogów :)
ŚCISKAM :* 
PRINCESS