wtorek, 4 lipca 2017

UWAGA!!!

Nie, nie zawiesza bloga... 
Ale przez jakiś czas nie pojawi się nic tu ani też tu:

https://najgorszawalkapomiedzyuczuciami.blogspot.com

To nie tak, że nie mam weny. Może na tego bloga, co dodałam linka faktycznie, straciłam wenę.
Jednka postanowiłam najpierw skończyć tego, którego zaczęłam najwcześniej. Zapraszam Was serdecznie na niego - to jest moje "dziecko" 😂

https://pozoryczasemmyla.blogspot.com/?m=1

Mam nadzieję, że zrozumiecie i poczekacie :)
Może pod koniec sierpnia albo wcześniej się tutaj coś pojawi <3
Kocham Was Bardzo!
Mam też pytanie czy chcecie czytać moją twórczość? Piszczcie w komentarzach :*
ŚCISKAM :*
PRINCESS

czwartek, 30 marca 2017

Szóstka : "Tak złej randki chyba nigdy nie miałaś?"

Perspektywa Hayboecka 

 - Dzisiaj to zrobię - powiedziałem do chłopaków, a oni zaczęli mi bić brawa. Wywróciłem oczami.
 - Nareszcie - stwierdził Stefan - myślałem, że już nigdy nie odważysz się jej zaprosić na tą randkę.
          Ma rację. Gdyby nie pobyt Polaków w Innsbruck, to pewnie dalej tłamsił bym w sobie moje uczucia do Zuzy. Nie powiem, ale strasznie się denerwuję. Boję się, że ona odmówi. Z przemyśleń wyrwała mnie dziewczyna i moi koledzy z kadry, którzy ze śmiechem opuścili sale. Pokręciłem głową.
 - Co ty taki zamyślony? - spytała poprawiając swoje rude włosy, które opadły jej na ramiona. Jeden kosmyk założyłem jej za ucho i szepnąłem do niej z uśmiechem.
 - Myślałem o tobie. Może wybierzesz się ze mną na kolacje. Dzisiaj. Co ty na to? - spytałem i spojrzałem prosto w jej zielone oczy. Uśmiechnęła się, stanęła na palcach i zbliżyła się do mojego ucha.
 - Przyjdź po mnie o 19 - szepnęła, a mnie przeszły ciarki. Co ona ze mną robi? Głupiejesz stary. Wiem. Ale jakoś się tym nie przejmuję. Nagle spostrzegłem, że dziewczyny już nie ma. A ja stoję sam, osłupiały. Ruszyłem w podskokach do szatni, jednak tam również nikogo nie było. Świetnie. Przegrałem się i ruszyłem na parking. Hmmm... nie ma Stefana. Super. Czyli idę do niego z buta.
           Po jakiś 20 min byłem w mieszkaniu szatyna. Otworzyłem drzwi i rzuciłem torbę na ziemię. Zastał mnie dość nieciekawy widok. Otóż Kraft wraz ze swoją drugą połówką właśnie wymieniał ślinkę. Fuu.
 - Nie przy ludziach - rzuciłem obrzydzony i wyciągnąłem jogurt z lodówki - zgodziła się - powiedziałem radośnie, kiedy oni przygotowywali jedzenie.
 - Kto się zgodził? - spytała zdziwiona Marisa. Fakt, ona widziała Rudą raz? Góra dwa. I nie ma pojęcia, że te wszystkie pogaduchy z Kraftem, to były pogaduchy o Polce.
 - Ruda się zgodziła. Michi się zakochał, Michi się zakochał, Michi się...  - i w tym momencie brunet przestał śpiewać. Napotkał po drodze mój wzrok, co uświadomiło mu, że nie jest w bezpiecznej pozycji.
 - Co mam zrobić, żeby ta randka była udana? - spytałem się tej najmądrzejszej w naszym gronie.
 - Zabierz ją w jakieś ciche miejsce, jakieś romantyczne. Może...
 - Tak! - krzyknąłem uradowany, bo wiedziałem co blondynka chce zaproponować. Dałem jej soczystego buziaka w policzek, poczochrałem włosy przyjacielowi i szybko pognałem do domu.
              Będąc w domu od razu zająłem się za przygotowanie czegoś do jedzenia. Spakowałem kanapki, wino i oczywiście, truskawki. Kto ich nie lubi? Spakowałem to wszystko w piękny, wiklinowy koszyk, który pożyczyłem od pani Gercii.
           Patrzę w lustro. Ubrany, zwarty i gotowy. Jednak coś w środku mnie ma obawy. Boję się, że coś nie wyjdzie i Zuza nie będzie się do mnie odzywać. Chwytak koszyk, zamykam drzwi i udaje się do mieszkania obok. Długo się zastanawiam czy zapukać. Raz się żyje. Drzwi otwiera mi rudowłosa, a ja doznaje szoku. Dziewczyna ubrana jest w zieloną, rozkloszowaną sukienkę z długim rękawem. Góra jest idealnie dopasowana do jej ciała, a na szyi wisi złoty naszyjnik z serduszkiem. Skromny, ale ma coś w sobie, co pozwala go zauważyć. Włosy ma zakręcone i idealnie dobrany makijaż. Od rozkoszowania się jej wyglądem odciąga mnie jej melodyjny głos.
 - Źle wyglądam? - spytała, a ja się zaśmiałem.
 - Nie... ty wyglądasz... no... wow! - gubię się, co ona skwituje śmiechem.- chodź, porywam cię w jedno miejsce. Tylko musisz założyć to - wyciągam zza pleców chustę, a ona patrzy na mnie jak na wariata. Jednak udaje mi się ją przekonać i udajemy się powoli do mojego auta. Jechaliśmy w ciszy. Widziałem, że dziewczyna do końca mi nie ufała. Miętoliła w dłoniach swoją sukienkę
        Pomogłem wysiąść jej z auta, w drugiej ręce trzymając koszyk. Prowadziłem ją powoli. Pomogłem wejść po schodach, a później usiąść. Postawiłem koszyk na ziemi i zająłem miejsce obok niej. Odwiązałem jej chustę i patrzyłem, jak rudowłosa doznaje szoku. Patrzyła jak zachipnotyzowana w przestrzeń.
 - Wow! - wyszeptała, nadal patrząc na ten piękny widok ze skoczni Bergisel. - Nawet nie wiedziałam, że macie takie piękne widoki.
         Zaśmiałem się. Wziąłem koszyk i wyciągnąłem kanapki. Zuza stwierdziła, że mam je częściej robić dla niej. Nalałem jej wina, a sobie soku z tego względu, że jednak prowadzę.
 - Czyli widzę, że chcesz mnie upić - zaśmiała się - opowiedz mi coś o sobie.
 - Ale o mnie nie ma co za dużo opowiadać - rzekłem, a ona uniosła brew - no dobra, coś się znajdzie. No to urodziłem się w Linz, oprócz skoków uwielbiam piłkę nożną i tenis...
 - Widzę, że mamy coraz więcej wspólnego.
 - No pacz - uśmiechnąłem się - mam dwóch braci, starszego i młodszego. Jestem skoczkiem i lubię Barcelonę, ale to już wiesz. Teraz twoja kolej.
 - Urodziłam się w Bydgoszczy, ale wychowałam w Wałbrzychu. Kiedyś grałam w siatkówkę, pływałam, ale już tego nie robię.
 - Dlaczego? - byłem ciekaw, bo naprawdę świetnie grała.
 - Długa historia i do tego nie przyjemna dla mnie. Mam po tym złe wspomnienia - posmutniała, więc natychmiast ją przytuliłem, bo nie chciałem żeby był smutna. - W skrócie, doznałam poważnej kontuzji i dlatego zrezygnowałam.
 - Przepraszam - powiedziałem po chwili ciszy, a ona spojrzała na mnie zezorientowana.
 - Nie masz za co. Nie wiedziałeś.
             Resztę naszej randki spędziliśmy w mieli atmosferze. No, do czasu. Kazałem jej zamknąć oczy, bo chciałem ją nakarmić, przełamać lody. Naprawdę mi się podoba, więc robiłem wszystko, żebym i ja jej się spodobał. Jednak nie wiedziałem o jedenj rzeczy i żałuję, że wcześniej się nie zapytałem. Dałem jej do buzi truskawkę, a ta zrobiła grymas na twarzy.
 - Czy to truskawka? - spytała otwierając oczy, a ja skinąłem głową. Ona natychmiast wypluła ją z buzi. - mam uczulenie - trochę się przestraszyłem, tym bardziej, że po chwili dziewczyna zaczęła strasznie kaszleć i dusić się. Od razu zabrałem ją do szpitala. Jechałem jak jakiś szaleniec, bo stan dziewczyny naprawdę mnie przerażał. Nie wiedziałem, że po jednej truskawce mogą byc takie cyrki.
           Czekałem już dobre dwie godziny, a tu ani widu ani słychu o stanie zdrowia dziewczyny. Bałem się, że po tym co się stało ona nie będzie chciała mnie widzieć. Widząc lekarza wstałem i dopytałem się o stan zdrowia dziewczyny. Mogłem do niej pójść i dowiedziałem się, że tę noc będzie musiała siedzieć w szpitalu. Po cichu wszedłem do sali, a ona na mój widok uśmiechnęła się.
 - Tak złej randki chyba nigdy nie miałaś? - spytałem niepewnie siadając na krześle obok łóżka. Polka zaśmiała się.
 - Były gorsze - pokazałem głową i chwyciłem jej rękę.
 - Przepraszam, nie wiedziałem, że masz uczulenie - ze skruchą patrzyłem w jej oczy, które ani trochę nie wskazywały na to, że jest zła.
 - Nic się nie stało. Chodź - machnął ręką i kazała położyć się obok niej. Tak też uczyniłem. Wtuliła się w moją klatkę piersiową, przyśpieszając przy tym mój oddech. - To była najlepsza randka jaką miała. Mimo tego incydentu - wybuchliśmy śmiechem - dziękuję Hayboeck.
 - Ja dziękuję, że się zgodziłaś Winiarska - pogładziłem jej policzek.
         Teraz nie mogę jej stracić. Zrozumiałem, że ją kocham. Tylko, czy ona to odwzajemnia?

                                         ***
Kolejny rozdział - i perspektywa Michaela. Jak Wam się podoba?
Już coś zaczyna się dziać, ale jak myślicie, Ruda kocha naszego skoczka?
Przepraszam za błędy ortograficzne i obiecuję, że nadrobię Wasze blogi.
ŚCISKAM :*
PRINCESS

sobota, 18 lutego 2017

Piatka: "Dobra dobra, nie tłumacz się. Winny się tłumaczy."

        Wy też tak macie, że czasami żałujecie swoich czynów? Ja tak mam w tym momencie. Żałuję, że wczoraj odebrałam połączenie od siatkarzy. A wiecie czego jeszcze bardziej żałuję? Że otworzyłam wczoraj to wino. Wypiliśmy tyle, że film mi się urwał po 4 kieliszkach.
        Podnoszę się na łokciach i pierwsze co rzuca mi się w oczy to... Michi w moim łóżku! Co my wczoraj robiliśmy? Szybko zbieram bieliznę z podłogi i zakładam za dużą, jak dla mnie, bluzkę chłopaka. Idę do kuchni i jedyne o czym marzę, to łyk wody. Albo czegoś gazowanego. Tylko, że ja nawet wody nie mam w domu. Żałuję, że nie mieszkam już z mamą. Tam przynajmniej po moim powrocie jest lodówka pełna, a nie tak jak u mnie. Ona świeci pustkami. Ubieram na siebie czarne legginsy oraz bluzkę na ramionczkach od Nike i zabieram Austriakowi klucze od domu. Wiem, że on zanim przyszedł do mnie to był na małych zakupach. No bo skąd ja bym im wzięła wczoraj herbatę? Chwytem chleb, jajka, szczypiorek i oczywiście herbatę. Już mam wychodzić, kiedy mój wzrok przykuwa duża butelka. Chwytem szybko Pepsi i wychodzę. No co? Spał u mnie, no to w zamian chcę ten napój.
          Kiedy już zrobiłam śniadanie, zaczęłam szperać po moich szafkach. Na szczęście w apteczce znajduje moje zbawienie. Tabletkę na ból głowy. Biorę jedną i popijam dużym łykiem wody. Nagle czuję, że ktoś obejmuje mnie w pasie. Uśmiecham się, bo moje ciało przepływa przyjemny dreszcz. Skoczek zaczyna mi mruczeć do ucha, a kiedy chce się wyrwać, ten zakleszcza mnie mocnej w swoim uścisku i mówi.
  - Uratuj mnie. Daj mi jedną tabletkę - jęczy mi, a ja się śmieję.
  - Trzeba było tyle nie pić - stwierdzam i wręczam mu rzecz, która uratuje mu życie. Chwilę później oboje zasiadamy do jedzenia, jednak mu coś przeszkadza.
  - Skąd wzięłaś to wszystko? Przecież masz pustki w lodówce - chwila ciszy - ej! Pepsi też moja? O nie tak się nie bawimy. Czeka cię kara.
               I kiedy zobaczył, że skończyłam jeść wziął mnie na ręce, położył na podłodze i zaczął mnie łaskotać. Dobre 10 min nie mogłam załapać do końca oddechu, a on dopiero wtedy dał mi spokój. Jednak ni zszedł że mnie. Zrobił natomiast coś, czego bym się nigdy nie spodziewała. Wpił się w moje usta. Przez chwilę nie wiedziałam co mam zrobić. Jednak serce wygrało i odwzajemniłam ten pocałunek. Sprawnym ruchem znalazłam się nad nim. Zajęłam się jego bluzką. Jego ręce błądziły po moich plecach. Każdy jego dotyk wywoływał dreszcz na moim ciele. Kiedy Hayboeck chciał już zdjąć moją bluzkę, usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Niechętnie oderwałam się od chłopaka i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je, a kto za nimi stał? Fettner, Kraft i Kofler ze swoimi głupimi uśmieszkami. Pokrycia głową. Nagle Michael mnie wymianął, przywitał się z chłopakami i poszedł do siebie. Ich miny wskazywały na zdziwienie. Zabrałam swoje rzeczy i stwierdziłam, że ogarnę się na miejscu.
      Po jakiś 30 minutach byliśmy na miejscu. Bylibyśmy wcześniej, ale mój sąsiad się guzdrał. Natomiast ja zdążyłam się wyszykować. W hali dostałam  rozpiskę jakże długiego treningu. To nie był sarkazm. Mieliśmy mieć tylko godzinę przerywa. To jakaś masakra. Dzisiaj miała do nas przyjechać inna reprezentacja. Jaka? Nie mam pojęcia. Nikt oprócz trenera nie wiedział. Postanowiliśmy, że zanim oni przyjadą, to pogramy w siatkówkę. Takie same składy jak ostatnio. Zaczęłam pierwsza. Chciałam zagrać mocno jednak piłka za bardzo mi zjechała i prawie walnęła chłopaka, który wchodził. Czy ja dobrze widzę? O nie!
 - Ruda do jasnej anielki! Ja chcę jeszcze pożyć - krzyknął na mnie Stefan Hula. Ja posłałam mu przepraszający uśmieszek.
        Wszyscy poszli się przywitać z chłopakami. A ja i Kraft musieliśmy oczywiście odstawić jakiś cyrk. Otóż ja schowałam się za niższym ode mnie Kraftem i tak na paluszkach podeszliśmy do reszty.
 - Myślisz, że cię nie widzę? Mój i Kamila wzrok jest już na ciebie wypracowany - powiedział Piotrek, a ja uniósłam brew. Tak jak nawet sam Kamil - wiesz jak musieliśmy cię kiedyś pilnować na skoczni? Byłaś taka nie posłuszna. A jaka malutka.
  - Ej, ej ej. Po pierwsze, zawsze byłam twojego wzrostu. A po drugie jestem od ciebie młodsza tylko o 4 lata - powiedziałam oburzona. Przywitałam się ze wszystkimi i stanęła obok mojego kuzyna. Ten się do mnie uśmiechnął i mocno przytulił. Czekaliśmy tak do przyjścia trenerów. Widziałam tą zazdrość w oczach mojego sąsiada. Ale on nie ma o co być zazdrosny. Nawet jak by Maciek nie był moim kuzynem, to nigdy bym się z nim nie umówił. Za dużo o nim wiem...
        Panowie zaczęli trening, a ja udałam się do mojego gabinetu. Wchodząc do pomieszczenia zostałam ciemność. Odsłoniłam wszystkie żaluzje i usiadłam na duże, czarne krzesło stojące przy moim biurku. Odpaliłam laptopa i zaczęłam pracować. No, może nie do końca. Miałam cały czas włączonego Facebooka. I to był mój błąd. Na głównej stronie przewijały się zdjęcia moich koleżanek z liceum albo z roku na studiach. Zdjęcia pierścionków, dzieci, razem z drugą połówką. Nie powiem, ale im zazdrościłam. Czyżby ktoś się tutaj czuł samotny? 
Wiesz dobrze, że tak jest, więc po co się pytasz.
  - Ładny gabinet - stwierdziła Kamil, wchodząc razem z Maćkiem do pomieszczenia. Zawsze uważałam tą dwójkę za wzór. Mimo, że Kamila poznałam przez przypadek, zaprzyjaźniłam się z nim. Tak na zawsze. Ewa śmieje się, że dzięki mnie poznała Kamila. Fakt, to ja po nie udanym konkursie wysłałam go na spacer po Planicy. Skąd miałam wiedzieć, że na siebie trafią? A Maciek? Mimo, że go wyzywam i się z niego śmieje, tak naprawdę w głębi duszy go podziwiam. On się nie poddaje jak mu coś nie wychodzi. Ja się poddałam. I teraz żałuję - jak ci mija czas tutaj?
  - Nie to samo co w Polsce, ale nie narzekam - uśmiechnęłam się, co spotkało się ze śmiechem Stocha i morderczym wzrokiem Kota. - Ale to nie tak jak wam się wydaje. Wczoraj wróciliśmy dopiero z Turcji i...
  - Dobra dobra, nie tłumacz się. Winny się tłumaczy - zaczął Maciek. O i się zaczyna. Maćkowi włączył się tryb "nie mam siostry, więc muszę zgrywać nad opiekuńczego brata dla mojej kuzynki".
  - Jak masz zamiar marudzić, to tam są drzwi.
  - Po tym wszystkim co dla ciebie zrobiłem wyrzucasz mnie?
  - Dzieci spokój - wtrącił się dwukrotny mistrz olimpijski. - Ruda - westchnął - on się o ciebie martwi. Kocha cię i nie chce, żeby Ci się coś stało. Z drugiej strony - zwrócił się do mojego kuzyna - Maciej, ona jest już dorosła i potrafi o siebie zadbać - pokiwaliśmy głowami. Starszy ze skoczków klasnął w ręce - to co idziemy na lody?
  - A wy czasami nie macie treningu? - spytałam, a oni niczym Usain Bolt pobiegli na halę. Co ja z nimi mam?
           Po skończonym treningu poszliśmy wszyscy razem na obiecane Kamilowi lody. Niestety dla mnie to nie był najlepszy pomysł. Musiałam stać i się gapić jak oni dają wszystkim autografy i zdjęcia. Było to przytłaczające dla mnie. Nie wiedziałam jak się zachować. Usiadłam na ławkę i czekałam aż skończy się to całe przedstawienie. W moje ślady poszedł Kofler.
 - A ty dlaczego nie podpisujesz razem z nimi? - spytałam zdziwiona. Jednak to jest legenda. Dlaczego tak mało osób chce z nim zdjęcie, bądź jego autograf.
 - Nie jestem w tej samej formie co kiedyś. Ludzie czasie o mnie zapominają. A ki to nie przeszkadza, bo mam czas cię teraz lepiej poznać - wyjaśnił 8 uśmiechnął się do mnie, co ja odwzajemniłam. Wiedziałam, że ona taka jak niektórzy w tej kadrze, nie ma do mnie dwuznacznych zamiarów. Zdążyłam go trochę poznać, ale nadal jest dla mnie tajemnicą. - dlaczego nie grasz w siatkówkę, tak zawodowo?
 - Kiedyś grałam, a także pływałam. A potem musiałam przestać... ale nie chce o tym mówić.
 - Rozumiem. Nie zmuszam cię, jeśli nie chcesz i tym rozmawiać - poklepał mnie po plecach, a ja w tym momencie poczułam, że zyskałam zaufaną osobę w tym teamie.
 - Nareszcie - ziewnął Kot i zabrał mojego loda.
 - Ej! Kup sobie swojego - powiedziałam jak obrażone dziecko. Chłopcy się zaśmiali, a ja wyrwałam mu loda, który potem upadł na ziemię - i widzisz co zrobiłeś?! - warknęłam na niego.
 - Chodź kupię ci nowego - pocałował mnie w czoło i już mieliśmy iść kiedy Fettner zadał pytanie.
 - Zachowujecie sie jak para. Wy jesteście razem? - spytał niepewnie. Po tych słowach spojrzeliśmy po sobie i zrobiliśmy krok w tył, tak aby być dalej od siebie.
 - Fuuu! - równocześnie jękneliśmy. - jestem zmuszona go kochać - dokończył po chwili ciszy.
 - Prędzej bym się powiesił niż miałbym być z tą wiedźmą - skrzywił się Kocur.
 - I vice versa. Prędzej bym się zżygała niż pocałowałabym tego debila.
 - To ja już nie rozumiem - powiedział zrezygnowanym Manuel.
 - To jest moja kuzynka, a ja kazirodztwa nie popieram. To jest ohydne. A poza tym, ona jest chyba zajęta - poruszył zabawnie brwiami.
            Potem spojrzał w stronę mojego sąsiada. Dał mi tym znak o kogo mu chodzi, sprawiając że chłopak się zaczerwienił. Na szczęście widziałam to tylko ja i mój kuzyn. Jeszcze sobie coś w kadrze pomyślą. Pociągnęłam Polaka do lodziarni, mając nadzieję, że skończy już swoje swatanie. Jeszcze tylko 2 dni z nim i się od niego uwolnię. Czuję, że to będą męczące chwile w jego towarzystwie...
                                 
                                      ***
Hejka :)
Wróciłam. Miesiąc przerwy, ale obiecuję, że się poprawię.
I zobaczcie. Coś zaczyna się dziać między naszymi bohaterami <3 ale znając mnie jeszcze coś popsuje xd
Nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział, ale napewno nie będzie to miesięczna przerwa :)
Zapraszam na moje pozostałe blogi :)
ŚCISKAM :*
PRINCESS

wtorek, 17 stycznia 2017

Czwórka: "To karygodne - zaczął Igła..."

                  Kuttin nas zabije, Kuttin nas zabije! Chłopaki poszli ode mnie ok. 5 nad ranem. Jesteśmy tak niewyspani, że wyglądamy jak siedem nieszczęść. Szybko wbiegam na salę razem z Kraftem i ustawiamy się obok reszty. Na szczęście nikt tego nie zauważył i chłopaki w spokoju mogli zacząć trening. Usiadłam na ławce i starałam się nie zasnąć. Nie było łatwo. Cały czas ziewałam i się przeciągałam. Nasz fizjoterapeuta to zauważył i znalazł mi zajęcie. Kolejna papierkowa robota. Super. Po skończonym treningu trener miał jeszcze dla nas jedną niespodziankę.
 - Słuchajcie- zaczął- macie 30 min na ubranie jakiś wygodnych, najlepiej sportowych ciuchów. Widzimy się przed naszym busem.
                   Wszyscy udaliśmy się do swoich pokoi. Zajęłam pierwsza łazienkę. Ale nie było dane, bo kompletnie nie wiedziałam w co się ubrać i do łazienki wszedł Kraft. Nagle podszedł do mnie Hayboeck.
 - Ej, bo... to co wczoraj wieczorem się zdążyło na balkonie to...
 - Tak, wiem- przerwałam mu- nie powinno mieć miejsca.
                   On tylko pokiwał głową i udał się do swojej walizki. W tym czasie Stefan wyszedł z łazienki. Wzięłam rzeczy i weszłam do środka. Włosy związałam w kitkę i pomalowałam rzęsy. Ubrałam się w to:

                               


Razem z chłopakami zeszliśmy na dół. Byliśmy pierwsi. Wow, ty pierwsza? To niemożliwe. A widzisz, jednak. Nie musieliśmy długo czekać, bo chwilę później dołączyła do nas reszta oraz sztab szkoleniowy. Jechaliśmy dość długo. Każdy był pochłonięty rozmową. Każdy oprócz mnie i Michaela. Siedzieliśmy razem i w ogóle się nie odzywaliśmy. Trochę było mi przykro, bo naprawdę chciałam z nim porozmawiać. Ale jak zaczynałam rozmowę, to on się odwracał i rozmawiał z kimś innym. Dojechaliśmy do naszego celu. Ku mojemu zdziwieniu dojechaliśmy na jakąś... pustynię? Albo coś podobnego. Trener kazał nam ubrać szelki. Nagle podszedł do mnie Michael i założył mi opaskę na oczy. Czyli co teraz taki dobry przyjaciel interesuje się mną? Zobaczymy w pokoju. Albo jak będziemy sami. Nagle prowadzi mnie... tak dokładnie to nie wiem gdzie. Czuję się jakbym jechała windą. Ściskam rękę Michaela. Ktoś nagle rozwiązuje mi opaskę z oczu i... omal nie dostaję zawału. Właśnie stoję z Hayboeckiem i Kraftem na wieży. Wieży, z której skacze się n bungee. Odwracam się w stronę moich towarzyszy i zaczyna krzyczeć.
 - Czy was już do reszty powaliło?
 - Nie-powiedzieli chórem. Kraft podszedł do mnie i kazał mi się ustawić. Na początku nie chciałam, ale mnie zmusił. Nie drążmy jak, okej. Dwaj obywatele Turcji, odpowiedzialni za to coś, powiedzieli, że mogę skoczyć kiedy chcę. To sobie poczekają. A żebyś wiedziała. I tak też im powiedziałam.
 -Tak?- spytał Michi. Co on kombinuje?- to telefonu też nie chcesz?- i rzucił daną rzecz. Ja szybko skoczyłam i złapałam go. Ale po chwili się skapnęłam, że to nie jest mój telefon, tylko obudowa od niego.
 - Michaelu Hayboecku, nie żyjesz obiecuję ci to- i przez resztę mojego "skoku" modliłam się, aby przeżyć. Nie moja wina, że mam lęk wysokości. Wreszcie mogę zejść z tego gówna. Kładę się na ziemii i ze łzami w oczach dziękuję Bogu za przeżycie.
 - Żyjesz?- pyta się Fettner, a mnie zaraz szlak trafi. Ludzie, mnie chyba pół, a nawet cała Ankara i z pewnością siatkarze w Japonii z Kubiakiem na czele (ktorzy wczoraj tam pojechali) słyszeli. A on się jeszcze pyta czy żyję. Podaje mi rękę i pomaga wstać. Patrzę na nich z pod byka. 
 - Wy jesteście nienormalni?! - krzyczę na nich, a oni się tylko śmieją. Wściekła wracam do autokaru. 
     Przez resztę dni prawie w ogóle się do nich nie odzywałam. Kiedy wróciliśmy do Austrii byłam zmuszona wracać z papuszkami nierozłączkami. Kiedy dojechaliśmy pod blok zmusiłam się do pewnej rzeczy. 
 - Hej, bo ogólnie nie dam rany wnieść tych walizek na górę...  więc może mi pomożecie? - oni jedynie skinęli głową. Nie takiej reakcji oczekiwałam. Kiedy weszliśmy na nasze piętro moje zdziwienie nie znało granic. Przed moim mieszkaniem stała góra pudeł. Z mieszkania wyszła pani Gertruda czyli moja i Michaela ulubiona sąsiadka. Taka zwykła starsza pani z południa Szwajcarii mieszkająca z 10-tką kotów. Poprawiał sobie okulary i uśmiechnęła się do nas ciepło. Odwzajemniliśmy ten uśmiech. 
 - Dzisiaj przyszedł miły pan kurier, a że ciebie kochaniutka nie było to ja odebrałam te ciężkie pudła - poklepała jeden z białych kartonów. 
 - Wie może pani od kogo są?  - zapytałam, ale starsza pani zaprzeczyła, pożegnała się z nami i zeszła ostrożnie po schodach. 
       Podeszłam do obiektów mojego niepokoju. Nie wiedziałam co z nimi zrobić i dlaczego ktoś mi je wysłał. Zobaczyłam na jednym z nich kopertę. Otworzyłam ją. Kinga pomyślała o mnie i wysłała mi moje rzeczy. Kochana. Złapałam dwa pudełka i kazała chłopakom uczynić to samo. Odkluczyłam drzwi i weszliśmy do środka. Zrobiłam chłopakom po herbacie i poprosiłam o pomoc w rozpakowaniu pudełek. Oni po dłuższej chwili się zgodzili. Nie obyło się bez śmiechu. Otóż w jednym z pudełek były moje albumy ze zdjęciami. Były zdjęcia z komunii, różnych przyjęć i takie zwykłe jednak niektóre zdjęcia przykuły ich uwagę. Na pierwszym z nich byłam ja, Kinga, Misiek, Szampon, Dziku i Igła. Byliśmy w głupich przebraniach, ponieważ była to moja 18-nastaka. 
 - Długo się znacie? - zapytał Stefan. Pokiwałam głową. 
 - W sumie od kiedy pamiętam - wzruszyłam ramionami i napiłam się herbaty. 
         Potem na zdjęciu byłam ja i mój były chłopak, Marek. Było to jakieś 2 lata temu, miesiąc przed naszym rozstanie. Zauważyłam, że nie podoba się ono Michaelowi, bo zabijał mojego byłego wzrokiem. To było nawet słodkie. Ale nie, przecież jestem na niego wkurzona. Potem już przestaliśmy oglądać, a zajęliśmy się kolejnymi pudłami. Ubrania, buty, polskie jedzonko (pierogi babci najlepsze) i ostanie, które tyle przypominało. Pudełko z rzeczami do siatki i pływania. Piłki, ochraniacze, stroje, czapki i okulary. Byłam chyba prawdziwą kolekcjonerką, kiedy trenowałam. Czasami żałuję, że przestałam. Chociaż nie mogłam inaczej postąpić. 
 - Jaki jest twój ulubiony klub? - spytał nagle Michi, który do tej pory nie zbyt się do mnie odzywał. 
 - W jakiej dyscyplinie? - spytałem, bo szczerze mówiąc nie zbyt wiedziałam o jakiej mówi. 
 - Nie wiem. Siatkówka, piłka nożna. W sumie nie wiem jaki oglądasz. 
 - Jeżeli siatkówka to oczywiście PGE Skra Bełchatów, bo gra tam mój brat, a nożna to w sumie Barcelona. 
 - O to tak jak Hayboeck. Jesteście dla siebie po prostu stworzeni - palnął Kraft, a ja uniosłam brew. To samo uczynił nasz towarzysz - no nic ja będę się zbierać. Widzę, że już się na mnie nie gniewasz więc mam nadzieję, że jutro partyjka golfa Zuzanno - skinęłam głową. Oj chce zobaczyć jak przegrywa. - żegnajcie gołąbeczki. 
         I wyszedł. On mnie dobija. Czasami zastanawiam się jak Marisa z nim wytrzymuje. Siedzieliśmy z Michim w ciszy. Krępującej ciszy. Nie lubiłam tego uczucia. Brzuch mnie skręcał w środku. Było tak dobrze, ale mój lęk wysokości wszystko spieprzył. Postanowiłam wszystko naprawić. 
 - Michi słuchaj... to co wtedy krzyczałam w Ankarze... ja tak wcale nie myślę... ja... 
 - Ty naprawdę myślisz, że ja byłem za to na ciebie wkurzony? - i zaczął się śmiać. Czyli udawał. Walnęłam go poduszką i dołączyłam do niego. Śmialiśmy się przez dobre 10 min. - martwiłaś się, że naprawdę jestem obrażony? 
 - Może ... dobra, co powiesz na krótki meczyk? Fifa nie będzie czekać - pomachałam mu pudełkiem przed twarzą. Blondyn szybko mi ją wyrwał i już po chwili graliśmy . Barcelona vs. Bayern. Przez dobre 15 min kłóciliśmy się, kto będzie Barceloną. Skoczek poszedł na kompromis i właśne tak, to ja przegrałam z jego Bayernem. Masakra. 
          Austriak stwierdził, że pójdzie się wykąpać, więc dałam mu mięciutki, biały ręcznik. Kiedy on brał prysznic, postanowiłam obejrzeć jakiś mecz. Jednak nie było mi dane, bo Maciek zadzwonił na Skype'a. Oni nie dadzą ci spokoju. Właśnie wiem. Odbierzesz? A mam wyjście? Właśnie. Odebrałam i zaraz na moim ekranie pojawili się polscy skoczkowie. Plus Kuba. I Winiar. A także Szampon. I Igła. Co oni tam robią.
 - To karygodne - zaczął Igła - nie odzywać się przez taki czas? 2 tygodnie się nie odzywałaś.
 - Jak nie. Gadałam z Miśkiem - i w tym momencie mój jedyny brat obrywa w głowę - oj przepraszam. Nie było kiedy. Dzisiaj wróciliśmy dopiero z Turcji. Wiecie jak było fajnie. Spotkałam Dzika, skakałam na bungee... 
 - Co ty zrobiłaś? - zdziwił się Winiar - nie wierzę. Moja siostra skoczyła na bungee. To jest coś niemożliwego. Jak ty na balkon na 2 piętrze w bloku nie chcesz wejść. 
 - Nie skończyłam z własnej woli. Zmusiła mnie do tego. Podstępem. 
 - A mówią, że to nasza ekipa ma dziwne pomysły - stwierdził Piotrek. Nagle drzwi od łazienki się otworzyły i z pomieszczenia wyszedł skoczek, suszący swoje blond włosy ręcznikiem. Był mały problem. Był w samych spodniach. 
 - Widzę, że nie próżnujesz w tej Austrii - zaśmiał się Maciek, a ja miałam ochotę zakopać się pod ziemię. Po co ja odbierałam?
                                          ***

Hejka :) 
Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro. Byłam tak zajęta, że wróciłam do Was po prawie ROCZNEJ przerwie. Jestem okropna, bo dodaje go jeszcze o tej godzinie. Mam nadziej, że się nie gniewacie. 
Jak Wam się podoba? Powoli zaczyna się dziać, ale to jeszcze nie to. 
Zapraszam na inne moje blogi, a jeszcze obiecuję, że ja zaczyna ferie 29.01. A więc spodziewajcie się więcej rozdziałów od właśnie tego dnia. 
Jeszcze raz Was przepraszam i dziękuję za ponad 5000 wyświetleń po 3 rozdziałach i prologu. Jesteście niesamowite / niesamowici. 
KOCHAM WAS <3
Mam nadzieję, że tak jak ja trzymajcie kciuki za naszych w Zakopanem. Dadzą radę. :) 
ŚCISKAM :*
PRINCESS 

wtorek, 9 lutego 2016

Trójka: "Znam każdego z reprezentacji Polski"

                Ankara, Ankara. Kocham to miasto. Jestem tutaj już chyba piąty może szósty raz w życiu. Przyjechaliśmy dwie godziny temu. Zdążyłam tylko zostawić rzeczy, a już wyciągają mnie na obiad. Ja nie chcę jeść. Ja chcę się przebrać i iść na podbój miasta! Nałożyłam sobie na talerz tylko sałatkę i już pobiegłam do pokoju. Przebrałam się w to:


Włosy zostawiłam rozpuszczone. Wzięłam jeszcze telefon i szybko zbiegłam na dół. O dziwo zastałam skoczków siedzących na sofach przy recepcji. Zdziwiłam się.
 - Jak wy tu... co?- nie wiedziałam co mam im powiedzieć. 
 - Dziewczyno siedziałaś w pokoju około...- Fettner spojrzał na zegarek- godziny!
                 W sumie ma rację. Zaproponowałam im, że będę robić za przewodniczkę. Nie obyło się bez jęków. A co jeśli ich zgubię? A co jeśli? A co jeśli? Takie były ich pytania. Hola przecież ich nie zgubię. Nie była bym tego taka pewna. A ty jeszcze tu jesteś?Jestem twoim sumieniem w końcu.No nie ważne. Oprowadziłam ich po paru ciekawych miejscach. Kiedy doszliśmy do centrum miasta, zobaczyłam dobrze znanego mi olbrzyma. Powiedziałam chłopakom, że jak usłyszą krzyki to nie ja. Szłam powoli. Żona mojego celu jak mnie zobaczyła to się uśmiechnęła. Pokazałam jej, że ma być cicho. Wzięłam rozbieg i wskoczyłam mu na plecy.
 - Aaa... pomocy terroryści mnie atakują- krzyczał na moje szczęście po polsku. Tak... Michał Kubiak. Każdy chyba zna tego Dzika więc nie muszę go przedstawiać.
 - Czy terrorysta?- spytałam kiedy zeskoczyłam mu z pleców- No ja nie wiem. Mama zawsze mi powtarzała, że jestem dziewczyną. Ale, że terrorysta? Co może ci zrobić taki słodziak jak ja?- zatrzepotałam słodko rzęskami.
 - Wiesz... jesteś siostrą Winiara, więc można się wszystkiego spodziewać- zaśmiał się za co oberwał kuksańcem w ramię- a tak w ogóle to cześć Ruda- kolejny. Przytulił mnie na przywitanie. Tak też uczyniła jego żona. Uśmiechnęłam się do małej Poli. Ona jest tak podobna do Michała. 
 - A co właściwie robisz w Ankarze?- spytała Monika.
 - Pracuję. Widzicie tamtych czubków, którzy się na nas patrzą- wskazałam na skoczków- otóż to austriaccy skoczkowie narciarscy. Niektórzy twierdzą, że są przystojni, ale ja mówię, że są brzydcy i głupi.
 - Tylko żebyś się w żadnym nie zakochała. Ja tak samo mówiłam o siatkarzach, bo mój kuzyn tez grał w siatkówkę. I co? Jestem zakochana w Michale i mam z nim piękną córkę- powiedziała brunetka i przytuliła się do swojego partnera.
 - Na pewno nie! Nie w żadnym z nich. No dobra ja już muszę lecieć pa Monia, pa Pola- dałam im buziaka w policzek- a ty masz mi wywalczyć medal na igrzyskach Dziku.
                    Chciałam już odejść, ale on zdążył poczochrać mi włosy. Wystawiłam mu język i odeszłam w stronę zszokowanych skoczków. Patrzyli na mnie jak na jakiegoś kosmitę.
 - Skąd ty go znasz? To jest przecież Kubiak- spytał Poppinger.
 - Znam każdego z reprezentacji Polski- powiedziałam z uśmiechem. Tak, moja kochana banda. Ciekawi mnie co porabiają? Pokazuję chłopakom, że ruszamy. Nagle zauważam budkę z lodami. Lody! Uwielbiam je. Bez skojarzeń oczywiście. Kupuję czekoladowe, moje ulubione i siadam na pobliskiej ławce. Zaraz obok mnie siadają Austriacy. Śmiejemy się i rozmawiamy, ale co dobre musi się kończyć. Mój telefon dzwoni. Kurde, Kinga. Przybijam sobie faceplama. Miałam do niej zadzwonić. Odbieram telefon i czekam na jej reakcje.
 - Miałaś zadzwonić idiotko- tak krzyczy, że aż muszę odstawić telefon od ucha.
 - Nie krzycz, zapomniałam, ale jakoś ci to wynagrodzę.
 - No ja mam nadzieję.  Ale ja ci zazdroszczę- zaczyna się- też bym chciała być w Turcji,  ale nie mogę. Ja zaraz oszaleje przez tą ciążę. Na szczęście to już 9 miesiąc, więc się szykuj. A właśnie, przywieź mi jakiegoś p przystojnego Turka, co?
 - Słyszałem- powiedział Oskar, mąż mojej siostry- nawet się nie waż, Zuza.
 - Dobrze, dobrze. A co tam u mamy i taty? Babcia jeszcze ich do grobu nie wpędziła?
 - Wypraszam sobie- babcia?- są cali i zdrowi kochana, ja tak samo. 
 - Niestety- mówi tata. 
 - Co?
 - Nic.
 - Czy wy macie mnie na głośniku- cisza- jak śmiecie?  Dobra ja już kończę, bo moi pracodawcy się niecierpliwią. Pa
              Rozłączyłam się. Ruszyliśmy do hotelu. Musiałam iść do mojego nieszczęsnego pokoju. Otóż dzieliłam go z Kraftem i Hayboeckiem. Za co, za co? Za jajco. Śmieszne. Weszłam do pokoju, a oni za mną. Zdjęłam buty i rzuciłam się na łóżko. Byłam wykończona. Każdy z nas siedział i robił co innego. Ja przełączałam z kanału na kanał w telewizorze, a Kraft "siedział" na telefonie. Tylko jakoś Michiego zgubiłam. Szturchnęłam Krafta. Ale nic. Chyba zasnął. Wzruszyłam ramionami, chwyciłam bluzę Michaela i wyszłam na balkon. Zastałam tam moją zgubę. Na mój widok się przestraszył. 
 - Aż tak straszna jestem?- spytałam, a on zaczął się śmiać. 
 - Nie, nie skąd- zaprzeczył- Wiesz trochę ci zazdroszczę.
 - Czego?- zapytałam zdziwiona.
 - Twojego życia. Masz super brata, wspaniałych przyjaciół, super pracę, a do tego jesteś bardzo ładna- ostatnie słowa powiedział trochę ciszej, a ja się zarumieniłam.
 - Wszystkim wydaje się fajne... ale takie nie jest. Kiedyś ci opowiem, ale nie teraz.
 - Nie nalegam.
                I objął mnie ramieniem. Czułam się przy nim bezpiecznie. Coś czuję, że jest moim najlepszym przyjacielem. Kiedy odwróciłam głowę w jego stronę nasze twarze były strasznie blisko. Za blisko. Serce waliło mi coraz mocniej. Było słychać, że jego też. Nasze usta dzieliły milimetry. Chciałam ich posmakować. Tak bardzo mnie kusiły. Coraz bliżej, bliżej.
 - Zuza twój... ooo!- ja cie Kraft zabiję.- Sorka, nie wiedziałem, że wy...
 - Ty lepiej nic nie gadaj tylko daj mi ten telefon- warknęłam do niego. Przerwał taki piękny moment. Wzięłam od niego telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Igła. On to ma wyczucie.
 - Ty to masz wyczucie czasu- powiedziałam na powitanie.
 - Tak, też się cieszę, że cię słyszę. Tak, tak u mnie w porządku. Nie musisz pytać. A u ciebie?- on i rozmowa z nim przez telefon. On pewnie czegoś chce. Nigdy do mnie nie dzwoni od tak. Z resztą jak każdy z nich. Nawet Misiek.
 - Dobrze. Co byś chciał?
 - Po pierwsze. Słyszałem, że dostałaś pracę. No gratuluję, gratuluję. Po prostu congrats.
 - Dzięki. Widzę profesjonal Inglisz, co? A po drugie?
 - A jak. A po drugie... hańba. Wstyd i hańba Zuzia. Który jest dzisiaj?
 - Yyy... 17 maja- o kurka! Zapomniałam o jego urodzinach- Jeju przepraszam cie Igła. Zapomniałam. Jakoś ci to wynagrodzę. A teraz... cześć- i się rozłączyłam.
                 Strasznie zachciało mi się spać. Fakt jest 23. Wzięłam do ręki piżamę i poszłam do łazienki. Wzięłam zimny prysznic, bo jest tutaj strasznie gorąco. Ubrałam się i wyszłam z toalety. Chłopcy o czymś żwawo ml rozmawiali, więc nie chciałam im przeszkadzać. Położyłam się do łóżka i próbowałam zasnąć. Ale moje myśli krążyły wokół tego, co działo się na balkonie. Ja nie mogę! Słowa Moniki zaczęły się sprawdzać. Ja się chyba... nie! To nie jest pewne. Może moje ciało tak zareagowało pod wpływem emocji? Mam nadzieję. Moje przemyślenia przerwał Fetti.
 - To co? Może maraton filmowy?
 - Idiota,  ty wiesz która jest godzina?- spytałam patrząc na zegarek.- będziemy mieli przechlapane, jak przyjdzie my na trening niewyspani. Pewnie będzie nam kazał za karę przebiec całą Ankarę.
 - Spokojna twoja rozczochrana- skąd oni znają te teksty?- a teraz "Klątwa Jessabelle" czy "Sinister"?
                   Ja wam mówię. To się źle skończy. Dla mnie. Wyczuwam zawał po tych horrorach. Mamo. Tato. Całą rodzin. Kochałam was. Siadam koło Hayboecka. Z tego względu, że większość już oglądała "Sinister", wybraliśmy ten drugi horror. Tak jak przypuszczałam. W wielu momentach prawie zawału dostałam. Oglądaliśmy później jeszcze kilka horrorów. Przez resztę tego "seansu" pisałam z Krzyśkiem Ignaczakiem. Próbowałam go przeprosić. Uparciuch. W końcu wyszło na to, że mam do niego przyjechać na kawę. Z chłopakiem. Zatukę Michała. Normalnie jak babcie kocham. A kocham ją bardzo. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.

                                                                          ***


Hejka :) 
Mamy trójkę :) Zuzia powoli zakochuje się w Michaelu. Ale spokojnie, na to jeszcze przyjdzie czas ;)
W Turcji jeszcze zostaję i oni też.
Rozdział powinien pojawić się jakoś na weekend, bo jestem w domu :( Mam nogę w łusce gipsowej i dużo, dużo czasu na pisanie xd
Jutro kolejne zawody w Norwegii. Mam nadzieję, że nie będzie tak jak w Oslo :( 
Trzymamy kciuki za Polaków :*
To do następnego i zapraszam na resztę moich blogów :)
ŚCISKAM :* 
PRINCESS 

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Dwójka: "Wiecie... byłam na rozmowie kwalifikacyjnej do sztabu Niemców"

                              Rano wstaje ok. 8. Zejście z łóżka zajmuje dłuższy czas. Na szczęście nie muszę dzisiaj przychodzić na cały trening, który składa się z siłowni i ćwiczeń na hali, tylko mogę przyjść na samą hale. Biorę ubrania i kieruje się do łazienki. Patrzę w lustro. Boże, wyglądam jak siedem nieszczęść. I powiedz, po co ci było oglądać cały szósty sezon pamiętników wampirów?  Bo musiałam nadrobić, tak? Mniejsza z tym. Trzeba się ogarnąć. Ubieram się w to:

               

Włosy związałam w najzwyklejszy kucyk i pomalowałam rzęsy oraz lekko usta. No muszę przecież jakoś wyglądać. A tak bo ja Wam nie mówiłam nie? No więc o godz. 11 mam umówione spotkanie w sprawie mieszkania. Dzięki Michał. Włożyłam jeszcze pierwsze lepsze trampki i telefon do torebki i wyszłam z pokoju. Po jakiś 20 min było na miejscu. Czekał na mnie już właściciel mieszkania. Był to starszy, ok. 60, pan z siwa brodą i lekką łysiną.
 - Dzień dobry. Pani to Zuzanna Winiarska?- spytał a ja pokiwałam głową- jestem Tobias Goldberg.
 - Dzień dobry, miło mi- podałam mu rękę. 
                                   Weszliśmy na 2 piętro do mieszkania nr 11. Ogólnie bardzo przytulne. Jest duży salon połączony z kuchnią. Dwa pokoje, łazienka i co najważniejsze dla mnie jest bardzo duży balkon. W Wałbrzychu miałam balkon w swoim pokoju i uwielbiałam tam przebywać. Szybko wszystko uzgodniliśmy,  podpisałam umowę i dostałam klucze do mieszkania. Kiedy pan Goldberg wyszedł zostałam jeszcze na chwilę. Rozejrzałam się po salonie i westchnęłam. Muszę udekorować jakoś po mojemu ten dom, bo jest tu jakoś nudno. Zakluczyłam mieszkanie i zeszłam na dół. Spojrzałam na zegarek. 12:30. Czyli mam pół godziny na dojście. Postanowiłam się przejść. Po 15 minutach byłam na miejscu. Przywitałam się z Hansem, który jest tutaj ochroniarzem i poszłam do swojego gabinetu. Uśmiechnęłam się sama do siebie siadając przy biurku. Otóż, mam na biurku stare zdjęcie. Jestem na nim ja, Michał i Kinga. Jak pamiętam to miałam tutaj z 5 lat, Winiarski 12, a Kinia z 8 lat. Był to dzień balu przebierańców u rodziców Krzyśka Ignaczaka, na który zostaliśmy zaproszeni. A śmieję się z tego zdjęcia, ponieważ wyglądamy tutaj jak totalni idioci. Ja przebrana za indiankę bez dwóch przednich zębów, Michał, który prę brał się za strażaka wygląda jakby się naćpał, a Kinga przebrana za księżniczkę robi obrażony minę. Tak, chciała być wróżką, ale nie było tego kostiumu w wypożyczalni. Dobra koniec wspomnień. Przebieram buty na trampki i idę na halę. Witam się z chłopakami, którzy już zaczęli rozgrzewkę. Podczas treningu strasznie mi się nudziło,  wiec kiedy się skończył byłam w niebo wzięta. Wracając do gabinetu na potoczyło mi się dwóch skoczków. 
 - A co ty taka odstawiona?- spytał Kraft śmiesznie poruszając brwiami.
 - Wiecie... byłam na rozmowie kwalifikacyjnej do sztabu Niemców- mówię poważnie,  a oni aż stają. Patrzcie, pracuje u nich jakiś tydzień, a już tak bardzo mnie uwielbiają?  Są chyba pierwsi. Weź się przymknij, bo potrafisz tylko człowiekowi humor popsuć. Dobra musze ich uspokoić- żartuję- odetchnęli z ulgą- byłam zobaczyć mieszkanie i od razu tutaj przyszłam. 
                                  Weszliśmy do mojego gabinetu. Oni od razu musieli wszystko dotykać. Powiedziałam im, że mogą się do czegoś przydać, tylko mają iść się przebrać I zabrać ze sobą resztę. A co? Wykorzystam ich jako tragarzy. Zdążyłam skończyć papierkową robotę, a oni już byli w moim gabinecie. Przebrałam buty i zamknęłam gabinet.
 - Możemy chociaż wiedzieć, gdzie nas porywasz? Nie chcę, aby Ann była zazdrosna- powiedział nie pewnie Thomas.
 - Ok powiem wam- rzekłam, wkładając ich torby do mojego bagażnika. Tak mam samochód, i to siedmioosobowy- tylko jak my się zmieścimy? O już wiem. Ja kieruję, Michi z przodu, potem Gregor, Thomas i Kraft, a później Manuelowie i Kofler się skuli- tak jak powiedziałam tak zrobiliśmy. Przez jakieś 10 min jechaliśmy w ciszy. Musiałam ją niestety przerwać,  bo w sumie nie zbyt wiedziałam jak dalej jechać. 
 - Dobra pytanie za 100 punktów. Jak dojechać do najbliższego centrum handlowego- spytałam i usłyszałam ich jęki- eee, nie marudzić tylko mówić. 
                                     Powiedzieli jak mam dojechać. Kiedy byliśmy n miejscu, oni bardo się ucieszyli, kiedy powiedziałam im, że idziemy tylko do sklepu z dekoracjami. Wzięli wózek i ruszyli do sklepu. Świetnie się z nimi bawiłam. Stefan i Michael byli jak prawdziwi eksperci od dekoracji. Mówili mi co do czego będzie pasować. Poppinger wziął doniczki i udawał, że to jego oczy. Aż musiałam zrobić mu zdjęcie. Kupiłam w końcu parę donice,  poduszek, kilka ozdób i innych takich rupieci. Kiedy wychodziliśmy skoczkowie kazali mi wsiąść do wózka razem z rzeczami. Tak też zrobiłam. Ale to był zły pomysł. Oni zaczęli bardzo szybko pchać wózek, a ja piszczałam jak powalona. Zatrzymali się pod moim autem, a ja zgromiłam ich wzrokiem.
 - Jesteście nienormalni- syknęłam w ich stronę. 
 - I widzisz, po co nas zabierałaś?- powiedział z cwanym uśmieszkiem Schlirie.
 - Nienawidzę was- mruknęłam i wsiadłam do auta.
                                     Musiałam za karę dowieźć ich wszystkich bezpiecznie do domu. Teraz został mi Kraft i Hayboeck. Pod blokiem Stefka czekała już bardzo wkurzona Marisa. Wszystko jej wytłumaczyłam, ale ona i tak była na niego zła, bo nie odbierał telefonu. Pokręciłam tylko głową i wsiadłam do auta.
 - To... gdzie cie odwieźć?- spytałam Michiego, który siedział obok mnie.
 - Do twojego mieszkania- uniosłam jedną brew- a co ty myślałaś? Nie zostawię cie z tym samą. 
                                       Weszliśmy do mojego mieszkania. Skoczek zaproponował, że pomoże mi poukładać wszystkie rzeczy. Zgodziłam się. Moje mieszkanie na szczęście było już umeblowane wiec zostały dekoracje. Po przestawialiśmy wszystkie meble i wyposażenie na swoje miejsce. Było dużo śmiechu. Na sam koniec zaparzyłam nam po kawie i wyłożyłam na talerz ciastka.
 - I jak ci się u nas pracuje?- spytał Michi upijając łyk kawy.
 - Bardzo dobrze. Wszyscy są tacy mili i w ogóle. Nigdy nie miałam lepszej parcy- powiedziałam również upijając moja kawę. Nagle usłyszałam,  że ktoś dzwoni na Skype'a- poczekaj wezmę laptopa i przeniesiemy się do salonu.
                                         On skinął głową. Poszłam do mojej sypialni po laptopa. Na wyświetlaczu widniał napis "Michał dzwoni". Pięknie. Wybrał sobie odpowiedni moment na rozmowę. Wróciłam do salonu i zobaczyłam, że Michael juz wszystko zdążył po przenosić. Uśmiechnęłam się. Usiadłam obok niego i odebrałam połączenie. 
 - Moje uszanowanko- przywitałam się z bratem i siatkarzami Skry, którzy  jak głupi szczerzyli się i machali do kamerki. I, że ja przez tyle lat z nimi wytrzymałam. Ja też się się dziwię.- a wy czasem nie macie treningu?
 - Witaj, a mamy.- powiedział Szampon- ale mamy przerwę i postanowiliśmy sprawdzić czy żyjesz.
 - Jak widzisz żyję i mam się dobrze.
 - Widzimy też, że kogoś sobie znalazłaś- zaśmiał się Uriarte wskazując na Hayboecka, który właśnie przełączał z kanału na kanał w moim telewizorze.
 - Michi oni myślą,  że my jesteśmy parą- przetłumaczyłam Austriakowi, a ten razem ze mną zaczął się śmiać- moi kochani- zwróciłam się do siatkarzy- to jest Michael Hayboeck, skoczek narciarski i mój PRZYJACIEL- podkreśliłam ostatnie słowo.
                                          Gadaliśmy jeszcze przez jakąś godzinę. W międzyczasie nawinął się jeszcze Falasca, który powiedział, że beze mnie na treningach jest nudno. Aż się wzruszyłam... żart! Mnie, mnie serio im brakuje? No nic. Oni niestety musieli kończyć,  bo trening wzywa. Zamknęłam laptopa i usadowiłam się obok Michiego. Oparła się jedną ręką o poduszkę i próbowałam oglądać film. Ale jak tu oglądać, kiedy obok siedzi on. Z takiej odległości świetnie czułam jego perfumy. Przez ten zapach nie mogę się skupić na oglądaniu. Nagle Hayboeck odwrócił się i zobaczył,  że mu się przyglądam. SZLAK! Uśmiechnął się do mnie i... zaczął mnie łaskotać. No ja go chyba zabiję. Mam straszne łaskotki. Wyrywałam się mu, ale on był silniejszy.
 - Michi przestań! Mam straszne łaskotki- mówiłam już przez łzy. 
 - No dobra... sam się z męczyłem- przyznał skoczek, a ja zaczęłam się śmiać. 
                                            Postanowiliśmy dalej oglądać film. A dokładnie "Sinister". Nie chciałam go oglądać, ale mnie zmusił. W najstraszniejszych momentach wtulałam się niego, a on lekko się uśmiechał. Chociaż nie wiem czy uśmiechał się, bo się bałam czy dlatego, że się przytulałam do niego. Po obejrzeniu filmu zobaczyłam, że on śpi. Uśmiechnęłam się na ten widok. Przytuliłam się do niego i również zasnęłam.
                                             Obudził mnie nieprzyjemny chłód. Spojrzałam na zegarek. Fuck! 00:23. A rano jest trening. Szybko się zerwałam z kanapy i poszłam szybko zakładać buty.
 - Ej Michael, wstawaj do domu cię zawiozę.
 - Nie trzeba- powiedział zaspany. Wziął dwoje rzeczy i wyszedł na klatkę. Zdezorientowana poszłam za nim. Zastałam go jak szukał czegoś w kieszeni. Nagle wyciągnął klucze i... otworzył mieszkanie obok. 
 - Ty tutaj mieszkasz? 
 - Tak - powiedział Michael- pamiętaj, że jutro tzn. dzisiaj jedziemy na zgrupowanie do Turcji, więc powinnaś się spakować.- powiedział I wszedł do mieszkania.
                                              Pokiwałam tylko głową. Nagle zrozumiałam, co powiedział Hayboeck. My jedziemy dzisiaj do Turcji. W mgnieniu oka się spakować am i nastawiłam budzik na 3. Nawet się nie przebierając zasnęłam. 

                                                                             ***

No jest 2! Bardzo Was przepraszam, że mnie tak długo nie było. 
Rozdziały będę dodawać w dość nieokreślonym czasie.
A więc... nasza ekipa jedzie do Turcji, a co tam się stanie... zobaczycie same.
Jestem bardzo zadowolona z MŚ. Polska 5 miejsce w drużynówce. Teraz punkt Zakopane. Nerwy są przed tym konkursem. A jak u Was?
Zapraszam na moje pozostałe blogi.
ŚCISKAM :* 
PRINCESS 

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Jedynka: "Chciałaś mnie zabić?!"

                     Innsbruck, Innsbrucku. Wczoraj tutaj przyjechałam, a już dzisiaj muszę zacząć pracować. Nawet nie będę miała czasu zwiedzić tego cudownego miasta. A co w tym wszystkim jest najgorsze.... że jestem tutaj sama! Maciek dał dyla pod pretekstem "Moja mama jest chora więc muszę wracać". Tak. A jak się później okazało, jego mama jest cała i zdrową. Ja go kiedyś zbiję.
                      Kieruję się ulicami Innsbrucka do Centrum Sportowego. Tutaj jest naprawdę pięknie. Powinnaś teraz klękać przed Maćkiem i całować go w stopy. Chyba w snach. Ale kupię mu jakąś czekoladę nie będę taka. Ale żeby on nie przytył.  Jeszcze byś mu karierę popsuła. Fakt. To kupię mu bon na siłownię i będzie git. Nawet nie zauważyłam, że doszłam już pod sam budynek. Przywitałam się z ochroniarzem i poszłam do szatni. Zostawiła torbę i poszłam szukać Heinza. Przechodząc koło hali usłyszałam czyjesz głosy i odbijającą się piłkę. Z ciekawości zajrzałam. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Wiem, ale co ja poradzę. Uchyliłam drzwi i zobaczyłam grupkę chłopaków grających w siatkówkę. Nagle piłka przeleciała mi koło twarzy. Stanęłam jak sparaliżowana. Oni spojrzeli się na mnie i również zastygli bez ruchu. Na szczęście nie trwało to długo.
 - Nic ci nie jest?- podbiegł do mnie niski blondyn z aparatem na zębach i tunelami w uszach- Thomas Dierthat. Tak się zwał. Wszędzie rozpoznam tą świnkę :)
 - Nie, chyba nie. Po prostu się przestraszyłam. Ej mogę z wami zagrać?- powiedziałam, na co oni skineli głową. Tak dawno nie grałam. Dołączyłam do drużyny: Diethart-Kraft-Hayboeck. Pierwszy zagrywał Kofler. Przyjął Kraft, potem Hayboeck do mnie i ja atak na Popingera.
 - Chciałaś mnie zbić?!- krzyknął przerażony Popi, na co reszta się zaśmiała. Fakt. Czasami za bardzo mnie ponosi. Graliśmy jeszcze jakieś 10 min. kiedy oni stwierdzili, że już wystarczy.
 - Świetnie grasz. Gdzie się tego wszystkiego nauczyłaś?- spytał Kraft. Miałam już odpowiedzieć, ale przerwał mi Heinz.
 - O widzę, że już się poznaliście- skinęłam głową i spojrzałam na chłopaków. Patrzeli na nas zdziwieni- otóż moi panowie. Oto Zuzanna Winiarska, nasza nowa asystentka fizjoterapeuty
 - Czyli teraz już wiemy dlaczego tak świetnie grasz w siatkówkę- powiedział Gregor. Wow, czyli nazwisko mojego brata doszło też tutaj. Będzie trzeba mu się pokłonić. Takkk...
 - Nie wiem o co wam chodzi, ale czas na trening- powiedział Kuttin i klasną w ręce - no raz raz, pani też- zwrócił się do mnie.
 - Nie no, słuchajcie nie mówcie mi pani, mówcie mi Zuza, Zuzia, Zuzka albo Ruda- spojrzeli się na mnie dziwnie- no co? Mój brat tak na mnie mówi, bo z natury i tak teraz jestem ruda. Dalej dalej ruszamy się.
                        I tak mi minął ich trening. Dużo się wygłupialiśmy. Za karę musieliśmy biegać dodatkowo 5 kółek. Michael był taki mądry, kiedy powiedziałam, że jestem zmęczona to on wziął mnie na ręce i tak biegł do końca. To było urocze. Po skończonym treningu zaniosłam jeszcze (z pomocą chłopaków) kilka pudełek z drobiazgami do mojego gabinetu. Tak dostałam własny gabinet. Byłam podjarana jak małe dziecko.
                         Zamknęłam mój gabinet na klucz. Jak to fajnie brzmi. Mój gabinet. Nie podniecja się. Ale ktoś musi nie? Ale wracając. Zeszłam po schodach i na kogoś wpadłam.
 - Oj przepraszam.
 - Nic się nie stało- powiedział Michael. Spojrzałam w jego lazurowe oczy. Były takie piękne- to co?
 - Yyy... przepraszam zamyśliłam się- on się tylko cicho zaś miał.
 - Mówiłem, że skoro jest dopiero 15 i nie mamy potem treningu, to może mógłbym oprowadzić cię po Innsbrucku?- i widzisz? Jednak możesz zwiedzić Innsbruck. 
 - Czemu... czemu nie.- powiedziałam po chwili zastanowienia- tylko musimy jeszcze pojechać do hotelu.
 - Ok.
                          Pojechaliśmy pod hotel "Grand Europa", gdzie tymczasowo mieszkałam. Cudowne miejsce w cudownym mieście. Czego chcieć więcej. Weszliśmy do mojego pokoju i kazałam Michaelowi usiąść. Przebrałam się w to:

                         
 


Jak na maj to jest tutaj bardzo ciepło. Włosy związałam w byłe jakiego koka i wyszłam z łazienki.
  - Wow! Ładnie wyglądasz- powiedział Hayboeck, a ja się chyba zarumieniłam.
  - Dzięki, ale wygląda normalnie.
                     Wyszyliśmy z hotelu i udaliśmy się na wycieczkę po mieście. Świetnie się bawiłam. A Michi? On był jak prawdziwy przewodnik. A do tego narobił mi tyle zdjęć, że chyba starczy mi ich na miesiąc. Po skończonej wycieczce odprowadził mnie do pokoju. Pożegnała się z nim i weszłam do pokoju. Uruchomiła laptopa i zgrałam zdjęcia z aparatu. Nagle ktoś zadzwonił do mnie na Skype'a. To Michał, a raczej mi się tak wydawało.
  - Część Mich... o Oli cześć!- przywitałam się z moim bratankiem. On jest tak podobny do Michała.
  - Cześć ciociu. Ej Arek, Seba, Kapi chodźcie, ciocia Zuzia jest- no czyli Michał ma przedszkole w domu. Na to wygląda. A kto to ten Kapi? To Kacper, jeden z dwóch synów mojej siostry.
  - Cześć ciociu- powiedzieli jednocześnie- kiedy do nas wracasz?- spytał młody Wlazły.
  - No właśnie- powiedział Michał, którego wcześniej nie zauważyłam.
  - Hejka, w najbliższym czasie nie wrócę- usłyszałam tylko ich jęki- ej, ale jak tak marudzicie, to może zdacie się na coś i razem z waszymi "kochanymi"- zrobiłam tzw. króliczki, a siatkarze wywrócili oczami- tatusiami poszukacie mi jakiegoś mieszkania w Innsbrucku?
  - Taak!...- usłyszałam tylko to, a potem połączenie padło. Pokręciłam tylko głową. Poszłam do  łazienki. Zmyłam makijaż, wzięła prysznic i ubrałam się piżamę. Wyszłam z łazienki i Zdążyłam tylko odłożyć rzeczy, a już mój telefon poszedł w ruch. 
Nie martw się siostra, znaleźliśmy ci
już parę fajnych mieszkań. 
Jutro wyślę ci adresy. Więc ja czekam na buziaki.
  Ach ten Michał. Wystukałam parę zdań i wcisnęłam Wyślij. 
Dziękuję Michałku :*
Aha czyli te buziaki dla dzieciaków czy dla 
Dagi, Pauliny, Iwony i innych dziewczyn? :)

Nie musiała długo czekać na odpowiedź. 
Haha, bardzo śmieszne.
A idź, że do piekła :(
Zaś miałam się cicho. Jak ja uwielbiam go wkurzać. Odłożyłam telefon na stoliku i położyła się do łóżka. Ale nie mogłam zasnąć. Zadzwoniłabym do Michałka, ale nie wiem czy Antek nie śpi. A jak bym go obudziła to Winiarski albo by mnie zabił, bo jak Antka ktoś obudzi to potem nie daje nikomu spać, albo nie odzywał by się przez parę miesięcy. Nagle mój telefon zaczął wibrować. Wzięła go do ręki i zobaczyłam, że mam jedną nową wiadomość.  
Cześć Zuzia.
Dałaś mi swój numer więc pomyślałem, 
że napiszę dobranoc 
To ten 
Dobranoc :)
Michi
Uśmiechnęłam się sama do siebie. To takie słodkie. Szybko wybrałam jego numer i też napisałam.
Cześć Michi.
To słodkie i ja też mówię
Dobranoc :*
Ruda :)
Teraz to chyba w ogóle nie zasnę. Przewraca się z boku na bok i nic. Włączam więc muzykę i wreszcie przychodzi upragniony sen.

                                                                               ***

Hejka :)
I mamy jedyneczke! Nie jestem zbyt ni zadowolona z tego rozdziału :(
Jest za krótki. Ale nic więcej nie mogłam z siebie wykrzesać. Wiem, wiem rozczulam się nad sobą xd 
Co do kolejnych rozdziałów... może zacznę je dodawać co 2 tyg.? Nie wiem :( Ale raczej będą co 2 tyg w soboty co Wy na to?
Zaraz Bischofschofe (nie wiem czy dobrze napisałam xd jak coś to przepraszam) jak myślicie kto wygra TCP.? Moim zdaniem Prevc :( a tak chciałam żeby to był Freund :( :)
Ok to do zoba za 2 tyg. i w niedziele na moim 2 blogu o Schlierenzauerze :)
P.S. Przepraszam za błędy ortograficzne :)
ŚCISKAM :* 
PRINCESS