czwartek, 30 marca 2017

Szóstka : "Tak złej randki chyba nigdy nie miałaś?"

Perspektywa Hayboecka 

 - Dzisiaj to zrobię - powiedziałem do chłopaków, a oni zaczęli mi bić brawa. Wywróciłem oczami.
 - Nareszcie - stwierdził Stefan - myślałem, że już nigdy nie odważysz się jej zaprosić na tą randkę.
          Ma rację. Gdyby nie pobyt Polaków w Innsbruck, to pewnie dalej tłamsił bym w sobie moje uczucia do Zuzy. Nie powiem, ale strasznie się denerwuję. Boję się, że ona odmówi. Z przemyśleń wyrwała mnie dziewczyna i moi koledzy z kadry, którzy ze śmiechem opuścili sale. Pokręciłem głową.
 - Co ty taki zamyślony? - spytała poprawiając swoje rude włosy, które opadły jej na ramiona. Jeden kosmyk założyłem jej za ucho i szepnąłem do niej z uśmiechem.
 - Myślałem o tobie. Może wybierzesz się ze mną na kolacje. Dzisiaj. Co ty na to? - spytałem i spojrzałem prosto w jej zielone oczy. Uśmiechnęła się, stanęła na palcach i zbliżyła się do mojego ucha.
 - Przyjdź po mnie o 19 - szepnęła, a mnie przeszły ciarki. Co ona ze mną robi? Głupiejesz stary. Wiem. Ale jakoś się tym nie przejmuję. Nagle spostrzegłem, że dziewczyny już nie ma. A ja stoję sam, osłupiały. Ruszyłem w podskokach do szatni, jednak tam również nikogo nie było. Świetnie. Przegrałem się i ruszyłem na parking. Hmmm... nie ma Stefana. Super. Czyli idę do niego z buta.
           Po jakiś 20 min byłem w mieszkaniu szatyna. Otworzyłem drzwi i rzuciłem torbę na ziemię. Zastał mnie dość nieciekawy widok. Otóż Kraft wraz ze swoją drugą połówką właśnie wymieniał ślinkę. Fuu.
 - Nie przy ludziach - rzuciłem obrzydzony i wyciągnąłem jogurt z lodówki - zgodziła się - powiedziałem radośnie, kiedy oni przygotowywali jedzenie.
 - Kto się zgodził? - spytała zdziwiona Marisa. Fakt, ona widziała Rudą raz? Góra dwa. I nie ma pojęcia, że te wszystkie pogaduchy z Kraftem, to były pogaduchy o Polce.
 - Ruda się zgodziła. Michi się zakochał, Michi się zakochał, Michi się...  - i w tym momencie brunet przestał śpiewać. Napotkał po drodze mój wzrok, co uświadomiło mu, że nie jest w bezpiecznej pozycji.
 - Co mam zrobić, żeby ta randka była udana? - spytałem się tej najmądrzejszej w naszym gronie.
 - Zabierz ją w jakieś ciche miejsce, jakieś romantyczne. Może...
 - Tak! - krzyknąłem uradowany, bo wiedziałem co blondynka chce zaproponować. Dałem jej soczystego buziaka w policzek, poczochrałem włosy przyjacielowi i szybko pognałem do domu.
              Będąc w domu od razu zająłem się za przygotowanie czegoś do jedzenia. Spakowałem kanapki, wino i oczywiście, truskawki. Kto ich nie lubi? Spakowałem to wszystko w piękny, wiklinowy koszyk, który pożyczyłem od pani Gercii.
           Patrzę w lustro. Ubrany, zwarty i gotowy. Jednak coś w środku mnie ma obawy. Boję się, że coś nie wyjdzie i Zuza nie będzie się do mnie odzywać. Chwytak koszyk, zamykam drzwi i udaje się do mieszkania obok. Długo się zastanawiam czy zapukać. Raz się żyje. Drzwi otwiera mi rudowłosa, a ja doznaje szoku. Dziewczyna ubrana jest w zieloną, rozkloszowaną sukienkę z długim rękawem. Góra jest idealnie dopasowana do jej ciała, a na szyi wisi złoty naszyjnik z serduszkiem. Skromny, ale ma coś w sobie, co pozwala go zauważyć. Włosy ma zakręcone i idealnie dobrany makijaż. Od rozkoszowania się jej wyglądem odciąga mnie jej melodyjny głos.
 - Źle wyglądam? - spytała, a ja się zaśmiałem.
 - Nie... ty wyglądasz... no... wow! - gubię się, co ona skwituje śmiechem.- chodź, porywam cię w jedno miejsce. Tylko musisz założyć to - wyciągam zza pleców chustę, a ona patrzy na mnie jak na wariata. Jednak udaje mi się ją przekonać i udajemy się powoli do mojego auta. Jechaliśmy w ciszy. Widziałem, że dziewczyna do końca mi nie ufała. Miętoliła w dłoniach swoją sukienkę
        Pomogłem wysiąść jej z auta, w drugiej ręce trzymając koszyk. Prowadziłem ją powoli. Pomogłem wejść po schodach, a później usiąść. Postawiłem koszyk na ziemi i zająłem miejsce obok niej. Odwiązałem jej chustę i patrzyłem, jak rudowłosa doznaje szoku. Patrzyła jak zachipnotyzowana w przestrzeń.
 - Wow! - wyszeptała, nadal patrząc na ten piękny widok ze skoczni Bergisel. - Nawet nie wiedziałam, że macie takie piękne widoki.
         Zaśmiałem się. Wziąłem koszyk i wyciągnąłem kanapki. Zuza stwierdziła, że mam je częściej robić dla niej. Nalałem jej wina, a sobie soku z tego względu, że jednak prowadzę.
 - Czyli widzę, że chcesz mnie upić - zaśmiała się - opowiedz mi coś o sobie.
 - Ale o mnie nie ma co za dużo opowiadać - rzekłem, a ona uniosła brew - no dobra, coś się znajdzie. No to urodziłem się w Linz, oprócz skoków uwielbiam piłkę nożną i tenis...
 - Widzę, że mamy coraz więcej wspólnego.
 - No pacz - uśmiechnąłem się - mam dwóch braci, starszego i młodszego. Jestem skoczkiem i lubię Barcelonę, ale to już wiesz. Teraz twoja kolej.
 - Urodziłam się w Bydgoszczy, ale wychowałam w Wałbrzychu. Kiedyś grałam w siatkówkę, pływałam, ale już tego nie robię.
 - Dlaczego? - byłem ciekaw, bo naprawdę świetnie grała.
 - Długa historia i do tego nie przyjemna dla mnie. Mam po tym złe wspomnienia - posmutniała, więc natychmiast ją przytuliłem, bo nie chciałem żeby był smutna. - W skrócie, doznałam poważnej kontuzji i dlatego zrezygnowałam.
 - Przepraszam - powiedziałem po chwili ciszy, a ona spojrzała na mnie zezorientowana.
 - Nie masz za co. Nie wiedziałeś.
             Resztę naszej randki spędziliśmy w mieli atmosferze. No, do czasu. Kazałem jej zamknąć oczy, bo chciałem ją nakarmić, przełamać lody. Naprawdę mi się podoba, więc robiłem wszystko, żebym i ja jej się spodobał. Jednak nie wiedziałem o jedenj rzeczy i żałuję, że wcześniej się nie zapytałem. Dałem jej do buzi truskawkę, a ta zrobiła grymas na twarzy.
 - Czy to truskawka? - spytała otwierając oczy, a ja skinąłem głową. Ona natychmiast wypluła ją z buzi. - mam uczulenie - trochę się przestraszyłem, tym bardziej, że po chwili dziewczyna zaczęła strasznie kaszleć i dusić się. Od razu zabrałem ją do szpitala. Jechałem jak jakiś szaleniec, bo stan dziewczyny naprawdę mnie przerażał. Nie wiedziałem, że po jednej truskawce mogą byc takie cyrki.
           Czekałem już dobre dwie godziny, a tu ani widu ani słychu o stanie zdrowia dziewczyny. Bałem się, że po tym co się stało ona nie będzie chciała mnie widzieć. Widząc lekarza wstałem i dopytałem się o stan zdrowia dziewczyny. Mogłem do niej pójść i dowiedziałem się, że tę noc będzie musiała siedzieć w szpitalu. Po cichu wszedłem do sali, a ona na mój widok uśmiechnęła się.
 - Tak złej randki chyba nigdy nie miałaś? - spytałem niepewnie siadając na krześle obok łóżka. Polka zaśmiała się.
 - Były gorsze - pokazałem głową i chwyciłem jej rękę.
 - Przepraszam, nie wiedziałem, że masz uczulenie - ze skruchą patrzyłem w jej oczy, które ani trochę nie wskazywały na to, że jest zła.
 - Nic się nie stało. Chodź - machnął ręką i kazała położyć się obok niej. Tak też uczyniłem. Wtuliła się w moją klatkę piersiową, przyśpieszając przy tym mój oddech. - To była najlepsza randka jaką miała. Mimo tego incydentu - wybuchliśmy śmiechem - dziękuję Hayboeck.
 - Ja dziękuję, że się zgodziłaś Winiarska - pogładziłem jej policzek.
         Teraz nie mogę jej stracić. Zrozumiałem, że ją kocham. Tylko, czy ona to odwzajemnia?

                                         ***
Kolejny rozdział - i perspektywa Michaela. Jak Wam się podoba?
Już coś zaczyna się dziać, ale jak myślicie, Ruda kocha naszego skoczka?
Przepraszam za błędy ortograficzne i obiecuję, że nadrobię Wasze blogi.
ŚCISKAM :*
PRINCESS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz